środa, 18 lipca 2012

Dzisiaj zajęcia pod dachem, bo pada deszcz


 Spacerowanie po okolicy gdy pada deszcz nie jest przyjemne, a jeszcze robienie wtedy zdjęć jest wręcz niezdrowe dla aparatu. Dlatego zajrzałem do kościoła.

Kliknij aby powiększyć

poniedziałek, 9 lipca 2012

Znowu fiordy

 Wyszło na to, że jeszcze przez jakiś czas będę częstym gościem w Norwegii. Nawet się z tego ucieszyłem. W końcu spędzenie kilku tygodni w Stavanger to coś ciekawszego niż spędzenie tych samych tygodni w Kutnie. Bardzo podobała mi się też koncepcja pracy przez trzy tygodnie non stop. Klient był pełen niespożytego zapału, a dla mnie to dwa darmowe weekendy na zwiedzanie.

 W czasie mojego pierwszego pobytu pogoda mnie rozpieszczała i było słonecznie. Zrobiłem zatem założenie, że tak musi być przez całe norweskie lato. Rozumiem, że zimą będzie ciemno, ale w lecie musi przecież świecić słońce, więc należy wykorzystać każdą nadarzającą się okazję na zwiedzanie.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Symulator


   Jak przeszkolić ratowników medycznych, studentów i może przypadkowych ludzi w udzielaniu pierwszej pomocy chorym i ofiarom wypadków? Ratowanie życia wiąże się nieodłącznie ze stresem. Wykład jest pewnie niezbędny, ale nie przygotowuje w pełni do pracy.  Jak przeszkolić merytorycznie ratownika i przygotować go do działania w realnym świecie?
   Krok pierwszy to wykłady. Tego nie da się uniknąć. Wiedza merytoryczna jest niezbędna.
   Krok drugi to ćwiczenia komputerowe, przy użyciu programu symulującego możliwe zachowania się organizmu potencjalnych pacjentów.
   Krok trzeci, to ćwiczenia na fizycznym symulatorze człowieka. I tu pojawiają się produkty naszego klienta.

   Symulator pacjenta jest manekinem, który wiernie odwzorowuje zachowanie się organizmu człowieka. Simman może zemdleć, tzn. zamknąć oczy, zwiotczeć, na twarzy wystąpi mu wtedy pot, odgłos tętna osłabnie i spowolni się, oddech spłyci się. Może zasymulować zapaść i wtedy ratownik wykonuje masaż serca i sztuczne oddychanie. Czujniki monitorują siłę i częstotliwość nacisku na klatkę piersiową oraz ilość wtłaczanego do płuc powietrza. Ranny może krwawić z rany na udzie i korpusie, a odgłosy przepływu krwi i powierza są dynamicznie dostosowywane do scenariusza problemów zdrowotnych podawanych przez laptop instruktora.
Uprzedzam, jeśli ktoś nie jest medykiem, to na stanowisku finalnej kontroli technicznej może przeżyć szok.

   Tak zaawansowana produkcja jest realizowana w mieście, które jeszcze 50 lat temu utrzymywało się głównie z rybołówstwa.  Pamiątką po tych czasach jest dzielnica Stare Stavanger, czyli drewniane domy z 19. wieku, które dzięki szacunkowi Norwegów do własnej historii są żywe. 

niedziela, 13 maja 2012

Wyższość sprzedawcy

   Jakoś tak się porobiło, że choć nasz świat jest w całkowicie uzależniony od techniki, to inżynierowie istotnie utracili swoje znaczenie. Uważamy, że najważniejszą sprawą jest sprzedać i zafakturować a realizacja jakoś pójdzie. Jeśli są potrzebne szkolenia, to przede wszystkim ze sprzedaży i obsługi klienta. Cała techniczna strona projektów, to przecież się jakoś dzieje, więc zarządzać trzeba głównie fakturowaniem.
   Przykładem takiej zmiany są telefony komórkowe. Kiedyś były one wyrafinowanym i nowatorskim rozwiązaniem, które mogło być dostarczane jedynie przez przodujące firmy. Teraz telefon można kupić za złotówkę a rozwój całej branży sprowadza się do wyścigu w kreowaniu mód i schlebianiu niekoniecznie racjonalnych zachcianek klientów.


Taka oto przemiana zaprowadziła mnie do Harlemu:


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Notatnik fotoamatora

   Mój kolega opowiedział mi kiedyś historię, jak to jedynym efektem tego, że przeczytał bardzo uważnie jakiś rekomendowany podręcznik Fotografii było to, że potem już dokładnie wiedział co w każdym zrobionym przez niego zdjęciu było nie tak. Niestety cała nabyta przez niego wiedza pozwalała mu jedynie na analizę zdjęć po fakcie.
   Najwyraźniej jest to sytuacja uniwersalna. Moje zdjęcia bardzo często wydaja mi się być doskonałym notatnikiem, w którym mozolnie zapisuję to, co mam następnym razem poprawić.
    Niby dobrze, ale dlaczego nie odszedłem jeszcze parę kroków, na drugą stronę ulicy i w lewo? Było by widać cały front katedry a i wieża zegarowa nie była by tak przysłonięta. Czy Tobie również czasem emocje zwiedzania nowych miejsc odbierają zdolność postrzegania szczegółów?

piątek, 23 marca 2012

Biotechnologia

Tym razem miałem okazję zobaczyć fabrykę, która żadnej innej fabryki mi nie przypominała. Po pierwsze przed wejściem musiałem założyć ochraniacze na buty, jak w szpitalu. Wpuścili mnie tylko na korytarz, bo byłem „brudny”. Przez okna z korytarza mogłem jedynie zaglądać do pomieszczeń produkcyjnych, w których ludzie w białych i niebieskich fartuchach krzątali się przy stołach, na których prawie nic nie było. Widok trzech gości stojących i deliberujących nad buteleczką jak po syropie, na oko 100 ml, skojarzył mi się z powieścią Eden Stanisława Lema.  W kolejnych pomieszczeniach nie było lepiej. Laboranci z namaszczeniem odcinali rureczki z rolki, przelewali jakieś mikroskopijne ilości z buteleczek do flaszeczek i nad każdym ruchem mocno się zastanawiali. 

Dopiero później, gdy poznałem proces produkcyjny, wszystko stało się bardziej zrozumiałe. Produkcja biologicznych odczynników analitycznych polega na tym, że do baniaka nalewa się pożywkę, wkłada się tam specjalnie wyselekcjonowaną bakterię i ona sobie tam rośnie i rozmnaża się w kontrolowanych warunkach. Najważniejsze jest to, że zjada w tym czasie naszą pożywkę i równocześnie siusia do niej. Po kilku tygodniach z tego roztworu można odwirować lub jakoś inaczej odzyskać produkty odpadowe życia bakterii. W jednych hodowlach to może być insulina, w innych wyrafinowane odczynniki do analiz medycznych. Jak po miesiącu z baniaczka uda się uzyskać 175 mg pewnego specyficznego białka, to jest dobrze. Teraz już było jasne, dlaczego nad buteleczką jak po syropie biedziło się aż trzech specjalistów.

Później wystarczy jak tym razem my nasikamy na kartonik z 8 kropkami i już po chwili, w zależności od tego, które kropki się przebarwią, sami już wiemy, co nam dolega.

A jak dojechać do takiej fabryki?

środa, 7 marca 2012

Uszczelki, przewody i tłumiki drgań

   Tym razem trafiłem do fabryki produkującej uszczelki do samochodów. Takie małe jak o-ringi i takie duże, na których osadza się okna. Jeśli w komorze silnika widzicie rury do chłodnicy lub klimatyzacji oraz metalowo-gumowe mocowanie silnika, to one też mogą pochodzić właśnie stąd. Produkcja niby prosta; uformować, zawulkanizować i gotowe, ale w rzeczywistości nic nie jest tak proste na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. A audyt klienta i tak trzeba zaliczyć.
   Szkolenie do szesnastej, a potem na miasto. Chociaż pogoda nie zachęca specjalnie do spacerów, nie mogę takiej okazji odpuścić.

   Nie tylko Bydgoszcz ma swojego akrobatę na linie. Częstochowa ma też się czym pochwalić. Szkoda tylko, że ta architektura w tle jest taka przeraźliwie banalna. Swoją drogą nie mogę pojąć jak ta rzeźba się utrzymuje na linie i nie spada!

poniedziałek, 20 lutego 2012

Zmiana skali

Czy ja już mówiłem, że lubię szkolenia?
Jak zaczynałem pracę w Firmie, to uważałem, że Firma jest tam gdzie postawię swoją teczkę i rozłożę laptopa, a jej centrala jest we Wrocławiu.
Po kilku latach trafił mi się wyjazd na szkolenie do Amsterdamu i moje wyobrażenie o świecie się zmieniło: ja pracuję tam gdzie postawię teczkę i rozłożę laptopa, biuro jest we Wrocławiu a Firma jest w Amsterdamie. 
Po kolejnym roku trafiło mi się kolejne szkolenie i moje wyobrażenia uległy kolejnej ewolucji: ja pracuję tam gdzie rozłożę laptopa, biuro jest we Wrocławiu, ładniejsze biuro jest w Amsterdamie ale Firma jest w Santa Barbara.
Ciekawe jak będę postrzegał świat za kolejny rok?
Na razie jest tak: