środa, 8 kwietnia 2026

SOTA Skalka Moravskoslezka

Tym razem wybrałem się na nieco mniej wymagającą górę. Obawiałem się, że całe to świąteczne obżarstwo i to stresujące zamieszanie nadszarpnęło nieco moją i tak już nie najlepszą kondycję. Lysa Hora musiała więc poczekać, a ja wybrałęm się na Skalkę Morawskoslezką. Jeden z radiowych kolegów powiedział, że jest to najbardziej wdzięczna góra do SOTA, gdyż jest położona najbardziej na północ i na wprost Bramy Morawskiej. Tak więc cała Wyżyna Śląska leżała u mych stóp.

Wybrałem wejście od strony miejscowości Ćeladna. Może i od południa szlak był by nieco krótszy, ale krótki oznacza stromy. I żółty szlak od wschodu to był niezły wybór. 

Skalka Moravskoslezka

Jak zawsze moja wycieczka zaczynała się od wyboru parkingu. W Ćeladnej jest mały ośrodek narciarski, z dwoma orczykami, więc i parking jest tam zacny. Już od głównej drogi trasa wiodła stromo pod górę, na tyle stromo, że zimą obowiązuje tu jazda w łańcuchach. Dla kogoś kto musi zdobyć wysokość, stromy podjazd samochodem to dobra wiadomość. Mniej zostaje na buty.

Skalka Moravskoslezka

Na początki kwietnia śniegu zostało jedynie tyle ile narzuciły armatki śnieżne. Może wiosennej zieleni jeszcze nie było widać, ale sama wiosna już ewidentnie była. Słońce, +12 stopni, jednym słowem pogoda jak marzenie. 

Skalka Moravskoslezka

Skalka Moravskoslezka

Może sama trasa narciarska nie jest zbyt duża, ale skoro jest położona 20 km of Frydka i 40 km od Ostrawy, to w zimie ruch tutaj musi być spory. Na lato zaś przygotowywany jest pumptrack, czyli tor przeszkód dla rowerzystów zjazdowych.

Skalka Moravskoslezka

Skalka Moravskoslezka

Przy dolnej stacji wyciągu jest bar przyozdobiony dzwonnicą i rzeźbami. Jeśli ktoś potrzebuje się posilić no to jest okazja, a kto nie chce, to i tak musi obejść go w koło, bo szlak turystyczny jest jakoś tak poprowadzony w koło niego, żeby przypadkiem go nie przegapić.

Skalka Moravskoslezka

Skalka Moravskoslezka

Moja trasa wiodła jednak w górę. Stromo w górę. Jak ktoś chce na dystansie 2 km zrobić prawie 500 m przewyższenia, to musi być stromo. Może dlatego góra nazywa się Skalka. 

Skalka Moravskoslezka

Skalka Moravskoslezka

W końcu doszedłem na przełęcz i, jak pisał Jack London, poczułem zapach gorącej wody. Już było widać wierzchołek. Za każdym razem jest tak samo. Jak idę pod górę, to wlokę się niemiłosiernie i wiem tylko tyle, że mam iść dalej. Ale jak już cel pojawia się w zasięgu wzroku, to nagle zmęczenie jakoś paruje i chce się maszerować dziarskim krokiem. 

Skalka Moravskoslezka

Skalka Moravskoslezka

W końcu doszedłem na szczyt. 964 m npm to niby niewiele, ale zawsze coś. A na szczycie ups. jest bar samoobsługowy. Na piwo nie było zbyt wielu chętnych, ale co to mówi o społeczeństwie!  Komuś się opłaca wtaszczyć sporą partii puszek piwa i zostawić kartkę z numerem konta, na które należy przelać zapłatę za wypity towar. Większy zapas leżał obok, w gablotce ze szklanymi drzwiami. Czyż nie można już tylko za to lubić i szanować Czechów?

Skalka Moravskoslezka

Skalka Moravskoslezka

Pomimo uznania dla ludzkiej uczciwości skupiłem się jednak na podziwianiu widoków i łącznościach radiowych. Udało nawiązać 15 połączeń, wszystkie z mocą 2,5 W, to prawdziwe QRP. Wszystko dzięki antenie kolinearnej zaprojektowanej przez Andrzeja. Uznaję to za sukces. 


W czasie pracy z radiem widziałem po drugiej stronie doliny Łysą Horę, cel mojej kolejnej wycieczki. Bardziej na południe (w prawo) był Smrk a na północy Ropice. Uczucie bliskie uniesienia. Po tych paru wycieczkach w Beskidzie Morawskośląskim zaczynam czuć się trochę jak u siebie. 

Skalka Moravskoslezka

Potem już tylko powrót w dół. Powiedzieć, że było stromo to nic nie powiedzieć. Całą wysokość musiałem wytracić na dystansie mniej niż dwóch kilometrów. 

Skalka Moravskoslezka

Skalka Moravskoslezka

Na szczęście później już było bardziej po ludzku.  Najpierw drogą, później odpoczynek we wiacie, gdzie wypiłem resztę herbaty i siedziałem sobie z godzinę, ciesząc się piękną pogodą. Zostało jeszcze około kilometra na parking, do samochodu i w drogę do Gliwic.

A w domu zostało wspominać i cieszyć się udanym dniem.

eof

środa, 1 kwietnia 2026

SOTA Ropice

To już druga wycieczka którą postanowiłem przejść trasą rekomendowana przez pana Jacka. Jego filmiki na youtube.com nie tylko sugerują mi najlepszą trasę ale również motywują do wyruszenia z domu. Tym razem pociągną mnie, a może popchnął, film ROPICA [ROPICE] BESKID ŚLĄSKO-MORAWSKI [CZECHY].

Start ze wskazanego parkingu i w górę. Może to się wydawać komuś dziwne, że przy planowaniu wycieczek górskich liczą się nie tylko szlaki ale i parkingi ale auto trzeba gdzieś zostawić w bezpiecznym miejscu. A to znacząco może wpływać na długość dojścia do podejścia. Tym razem zaproponowany parking okazał się być wręcz luksusowy.

Ropice Moravskoslezke

Główne podejście, pomimo prognozy pogody zapowiadającej słońce, było przy pełnym zachmurzeniu. Przewodnik zapowiadał drogę przez gęsty las, bez widoków i to akurat się sprawdziło. Tak wię przez większość czasu nie było co fotografować. Oglądałem zatem kamienie pod nogami. Na szczęście na przełeczy, pod szlakowskazem była ławeczka, na której można było usiąść i odkręcić termos w luksusowych warunkach. Czesi nie piszą na szlakowskazach czasu wędrówki, tylko odległości. Te cztery kilometry z parkingu wyglądają niepozornie, ale mi zajęło to przeszło dwie godziny.

Ropice Moravskoslezke

Kolejny porcja podejścia na Velky Lipovy poszła mi już znacznie łatwiej. Może dlatego, że posiliłem się ciepłą kawą, a może dlatego, że wiedziałem iż tych metrów do góry to już nie zostało mi tak wiele. Sam szczyt również nie oferował zbyt wielu widoków, ale na szczęście na chwilę wyjrzało słońce, więc i zdjecie jest nieco bardziej pogodne.

Ropice Moravskoslezke

Krótko później doszedłem równiez i na same Ropice. I tu też zgodnie z zapowiedzią pana Jacka nie było widoków, ale za to był Perun; bóg pokoju czesko-słowacko-polskiego. No dobrze. Sam Perun jest może nieco mało przytłaczający swoim wyglądem, ale za to ma dwa nowe pioruny ze stali nierdzewnej. Widać ktoś dba o Niego.

Ropice Moravskoslezke

Ropice Moravskoslezke

Z brakiem widoków już sie pogodziłem, ale do zrealizowania mojej sesji radiowej potrzebowałem jednak trochę otwartej przestrzeni z ekspozycją na północ. Na wielkie połoniny nie liczyłem, ale jakiąś tam lukę pomiędzy drzewami musiałem znaleźć. Na szczęście ze dwadzieścia metrów w dół dało się coś wypatrzyć. Rozbiłem więc obóz i zrobiłem dwanaście łączności w paśmie 2 metrów. Niby niewiele, ale wystarczyło to do zalliczenia aktywacji SOTA.

Ropice Moravskoslezke

Znalazłem też historyczny kamień graniczny, wyznaczający obszary cieszyński i frydecki. Gdyby nie przewodnik pana Jacka, to bym go zapewne przeoczył. Może on i nie robi zbyt wielkiego wrażenia, ale jego znalezienie dało mi wrażenie, że wyciągnąłem z tej wycieczki wszystko co można było wyciągnąć.

Ropice Moravskoslezke

Nie chcę, żeby to zabrzmiało serwilistycznie albo bałwochwalczo, ale gdybym kierował się tylko mapą w telefonie, to po zejściu z powrotem na przełęcz wróciłbym się po swoich śladach, żółtym szlakiem, najkrótszą drogą na parking. Za porada przewodnika jednak poszedłem nieco na około, w kierunku schroniska pod Ropiczką. Droga tam nie wyglądała na zbyt wymagającą, więc zaryzykowałem. W końcu wiedziałem z filmiku co mnie na tej trasie czeka. Prawie.

Ropice Moravskoslezke

Dodatkowe kilometry zostały mi wynagrodzone. Trafiłem na widok! Po całym dniu chodzenia w gęstym lesie, to otwarcie wydało mi się wręcz urzekające. Może to częściowo wynikało też ze zmęczenia, ale uznałem, że dostałem to co mogłem dostać na tej górze.

Ropice Moravskoslezke

Napisałem poprzednio "prawie" ponieważ pracownicy leśni naprawiali tam drogę do zwózki drewna i koparka skasowała przejście zielonym szlakiem w poprzek ich drogi. Najpierw straciłem 10 minut szukając miejsca gdzie ten szlak jest, a później, z duszą na ramieniu, złaziłem po stromym nasypie naprawianej drogi, czepiając się rękami gałęzi. Ale udało się. A na końcu czekał na mnie dłuugi marsz asfaltem. Sielska dolina, ale na koniec dnia dość długa. 

Było super!

eof