środa, 1 kwietnia 2026

SOTA Ropice

To już druga wycieczka którą postanowiłem przejść trasą rekomendowana przez pana Jacka. Jego filmiki na youtube.com nie tylko sugerują mi najlepszą trasę ale również motywują do wyruszenia z domu. Tym razem pociągną mnie, a może popchnął, film ROPICA [ROPICE] BESKID ŚLĄSKO-MORAWSKI [CZECHY].

Start ze wskazanego parkingu i w górę. Może to się wydawać komuś dziwne, że przy planowaniu wycieczek górskich liczą się nie tylko szlaki ale i parkingi ale auto trzeba gdzieś zostawić w bezpiecznym miejscu. A to znacząco może wpływać na długość dojścia do podejścia. Tym razem zaproponowany parking okazał się być wręcz luksusowy.

Ropice Moravskoslezke

Główne podejście, pomimo prognozy pogody zapowiadającej słońce, było przy pełnym zachmurzeniu. Przewodnik zapowiadał drogę przez gęsty las, bez widoków i to akurat się sprawdziło. Tak wię przez większość czasu nie było co fotografować. Oglądałem zatem kamienie pod nogami. Na szczęście na przełeczy, pod szlakowskazem była ławeczka, na której można było usiąść i odkręcić termos w luksusowych warunkach. Czesi nie piszą na szlakowskazach czasu wędrówki, tylko odległości. Te cztery kilometry z parkingu wyglądają niepozornie, ale mi zajęło to przeszło dwie godziny.

Ropice Moravskoslezke

Kolejny porcja podejścia na Velky Lipovy poszła mi już znacznie łatwiej. Może dlatego, że posiliłem się ciepłą kawą, a może dlatego, że wiedziałem iż tych metrów do góry to już nie zostało mi tak wiele. Sam szczyt również nie oferował zbyt wielu widoków, ale na szczęście na chwilę wyjrzało słońce, więc i zdjecie jest nieco bardziej pogodne.

Ropice Moravskoslezke

Krótko później doszedłem równiez i na same Ropice. I tu też zgodnie z zapowiedzią pana Jacka nie było widoków, ale za to był Perun; bóg pokoju czesko-słowacko-polskiego. No dobrze. Sam Perun jest może nieco mało przytłaczający swoim wyglądem, ale za to ma dwa nowe pioruny ze stali nierdzewnej. Widać ktoś dba o Niego.

Ropice Moravskoslezke

Ropice Moravskoslezke

Z brakiem widoków już sie pogodziłem, ale do zrealizowania mojej sesji radiowej potrzebowałem jednak trochę otwartej przestrzeni z ekspozycją na północ. Na wielkie połoniny nie liczyłem, ale jakiąś tam lukę pomiędzy drzewami musiałem znaleźć. Na szczęście ze dwadzieścia metrów w dół dało się coś wypatrzyć. Rozbiłem więc obóz i zrobiłem dwanaście łączności w paśmie 2 metrów. Niby niewiele, ale wystarczyło to do zalliczenia aktywacji SOTA.

Ropice Moravskoslezke

Znalazłem też historyczny kamień graniczny, wyznaczający obszary cieszyński i frydecki. Gdyby nie przewodnik pana Jacka, to bym go zapewne przeoczył. Może on i nie robi zbyt wielkiego wrażenia, ale jego znalezienie dało mi wrażenie, że wyciągnąłem z tej wycieczki wszystko co można było wyciągnąć.

Ropice Moravskoslezke

Nie chcę, żeby to zabrzmiało serwilistycznie albo bałwochwalczo, ale gdybym kierował się tylko mapą w telefonie, to po zejściu z powrotem na przełęcz wróciłbym się po swoich śladach, żółtym szlakiem, najkrótszą drogą na parking. Za porada przewodnika jednak poszedłem nieco na około, w kierunku schroniska pod Ropiczką. Droga tam nie wyglądała na zbyt wymagającą, więc zaryzykowałem. W końcu wiedziałem z filmiku co mnie na tej trasie czeka. Prawie.

Ropice Moravskoslezke

Dodatkowe kilometry zostały mi wynagrodzone. Trafiłem na widok! Po całym dniu chodzenia w gęstym lesie, to otwarcie wydało mi się wręcz urzekające. Może to częściowo wynikało też ze zmęczenia, ale uznałem, że dostałem to co mogłem dostać na tej górze.

Ropice Moravskoslezke

Napisałem poprzednio "prawie" ponieważ pracownicy leśni naprawiali tam drogę do zwózki drewna i koparka skasowała przejście zielonym szlakiem w poprzek ich drogi. Najpierw straciłem 10 minut szukając miejsca gdzie ten szlak jest, a później, z duszą na ramieniu, złaziłem po stromym nasypie naprawianej drogi, czepiając się rękami gałęzi. Ale udało się. A na końcu czekał na mnie dłuugi marsz asfaltem. Sielska dolina, ale na koniec dnia dość długa. 

Było super!

eof

środa, 25 marca 2026

SOTA Smrk Moravskoslezki

Dziś wycieczka na kolejny Smrk. Piszę kolejny, bo w Czechach są co najmniej trzy szczyty o takiej nazwie. Jeden jest w Górach Izerskich, drugi w Jesiennikach a trzeci w Beskidzie Morawskośląskim.  Tym razem pojechałem w Beskidy.

W pierwszych dniach marca trudno mi było zdecydować się jak się ubrać. Niby ciepło, wiosna szturmem wkracza do naszej pogody, ale na górze może wiać. Wziąłem więc raczki, drugi polar, ale jak wysiadłem z samochodu na parkingu koło stacji kolejowej w Ostravicy, to postanowiłem zostawić ten zimowy sprzęt w aucie. Jest przecież już wiosna.  

Smrk Moravskoslezki

Na widoki w tej wycieczce nie było jednak co liczyć. Cała góra jest porośnięta gęstym lasem i mimo raczej słonecznej pogody było raczej mroczno. Pewnie w upalne lato to była by duża zaleta, ale teraz, to brakowało mi tego słońca. Jeśli gdzieś, pomiędzy drzewami było cokolwiek widać, to natychmiast miejsce to awansowało na punkt widokowy.

Smrk Moravskoslezki

W górnej partii Smrka jest rezerwat i choć niżej trwa wycinka drzew, to administracja stara się dbać o naturalność i dzikość wierzchołka. Chwilami ścieżka rzeczywiście była stroma i wąska, choć naprawdę puszczańskiego lasu to tam nie widziałem.


No i dałem się nabrać na tą wiosnę. Wyżej było dużo śniegu i żałowałem, że zostawiłem raczki w aucie. Oj, przydały by się. Na stromym odcinku kijki nie wystarczały. Zdjęć nie robiłem, bo musiałem pomagać sobie łapaniem się gałęzi. Wystarczyło zejść z mocno udeptanej ścieżki i zapadałem się w śniegu do pół łydki. 

Smrk Moravskoslezki

Smrk Moravskoslezki

W drodze powrotnej z radością opuściłem strefę zimową i wróciłem do przedwiośnia. Może nieco mniej widokowe, ale zdecydowanie łatwiejsze do chodzenia.

Smrk Moravskoslezki

Oprócz samego szczytu Smrk oferuje jeszcze drugi rezerwat, wodospad potoku Bućaci. To tak jakby ślad po Wołosach, którzy przywędrowali tu w dawnych czasach. Ze szlaku jest wydeptana może 30 metrowa ścieżka, która pozwala rzucić okiem na potok. Może to jeszcze nie wodospady, ale już dziko.


Do tej wycieczki zmobilizował mnie program SOTA oraz film na Youtube.com pana Jacka. Jeśli chcesz powtórzyć ta trasę i jesteś ciekawy co Cię czeka, to obejrzyj film przewodnika: SMREK [Smrk] Beskid Śląsko-Morawski [Czechy]. 

Na parkingu wspominanym na filmie jest już zakaz parkowania i groźba odholowania, więc idziemy ze stacji w Ostrawicy.

piątek, 27 lutego 2026

SOTA Smrk

Tym razem chodzi o Smrk w górach Rychlebskich. Wiele różnych szczytów nosi tą oryginalną nazwę. Począwszy od Gór Izerskich, Góry Rychlebskie, Beskid Śląsko Morawski i kończąc na Bieszczadach. Z tym, że w słowackiej wersji to Smerek. Tym razem chodzi jednak o Smrek o numerze referencyjnym SOTA OK/OL-011.

Wycieczkę zacząłem z Petrikowa. Parking jest duży i poza sezonem darmowy. Cały czas idzie się drogą, która wiedzie tak, że nie sposób zabłądzić. I całe szczęście, bo w tej okolicy brak jest zasięgu GSM, więc ktoś kto polega na mapach w telefonie powinien przed wyruszeniem w drogę nauczyć się ich na pamięć.  

Smrek

Droga wiedzie dnem głębokiego wąwozu, gdzie światła nie jest za wiele. Płynący dnem wąwozu potok nazywa się Ćerny Potok, więc brak słońca jest udokumentowany. Gdzie nie gdzie były plamy słońca, więc starałem się napatrzeć na zimę w górach, ale nie było tego po drodze zbyt wiele. 


Sam szczyt jest raczej płaski i trudno znaleźć jego kulminację. Chodziłem tam i z powrotem, i w końcu musiałem zadowolić się początkiem szczytu.


Na szczycie, a raczej w rejonie szczytu, tuż przy ścieżce którą wędrowali rodziny narciarzy na biegówkach, rozbiłem obóz i starałem się nawiązać łączności. Zdumiewające jest jak bardzo narciarstwo biegowe jest popularne w Czechach. Wędrowały rodziny z dziećmi, grupy znajomych, w sumie dziesięć razy więcej ludzi na biegówkach niż idących na piechotę. 

Niestety z łącznością było tu słabo. Telefon prawie wcale, a radio dało ledwo sześć łączności. Prawie minimum tego co trzeba do zaliczenia aktywacji szczytu. Może to taka pora, że wszyscy pojechali na ferie z dziećmi i nie ma nikogo przy radiu?  


Po drodze spotkałem kolegę SP9XG, który potwierdził, że na VHF nie zdobył nic więcej niż ja. Jego ratowało pasmo 40 metrów. Jest to pewna nauczka dla mnie na przyszłość. 

Po zwinięciu sprzętu radiowego zostało mi się porozglądać. Na zachodzie widać było Śnieżnik i chyba Czarną Górę. Wkoło trochę śniegu i słońca, zwłaszcza na górze, i w drogę z powrotem do samochodu.  




Co prawda na samych Smrku nie ma za wiele do oglądania ale jednak warto w te góry przyjeżdżać. Dwie i pół godziny w aucie, w jedną stronę, to trochę duży narzut czasowy. Tak więc kolejne wycieczki powinny być chyba z noclegiem.

eof

niedziela, 15 lutego 2026

SOTA Prićny Vrch

Zima teraz jakaś taka łaciata, czyli łaskawa dla turysty, który nie jeździ na nartach i nie lubi brodzić w śniegu. Wybrałem się więc na kolejną wycieczkę. Byłem już na najwyższym polskim szczycie Gór Opawskich, na Biskupiej Kopie, a teraz wybrałem się na najwyższy szczyt czeski, Prićny Vrch (OK/MO-015). Jak zwykle za punkt startowy wybrałem jak najwyżej położony, publiczny parking i tym razem było to przy kościele Św. Marii Pomocnej. Chodząc po Prićnym Vrchu trzeba uważać, ponieważ jest tu również kościół Św, Anny i łatwo ze szczytu wrócić nie do tego kościoła. A Św. Anna jest po drugiej stronie góry.  

Prićny Vrch 

Pogoda tego dnia była raczej ponura, ale na szczęście w chmurach pojawiały się dziury. Jedna z nich skusiła mnie do zejścia ze szlaku i odbicia leśnym duktem na wschodnią stronę zbocza. Z wielką frajdą patrzyłem stamtąd na odwiedzoną dwa tygodnie wcześniej Biskupią Kopę. Może słabo to widać, ale na szczycie góry da się wypatrzeć biały pipek. To wieża widokowa pokazana w jednym z poprzednich wpisów. 

Prićny Vrch

Człapu człap i w końcu doszedłem na sam szczyt. Znalezienie kulminacji tej góry nie jest takie proste, ponieważ jest ona raczej płaska i rozległa, jak na Melmak. Trzeba przejść kilometr po płaskim, co chwilę sprawdzając swoje położenie na mapie w telefonie, by się zorientować, że to jeszcze nie teraz. Ale w końcu doszedłem i zaraz zawróciłem. Większość atrakcji tego miejsca jest jednak położona na południowym stoku.

Prićny Vrch

Jednak zanim zacząłem zwiedzanie, należało wykonać zadanie radiowe. Sam grzebień góry jest porośnięty lasem, więc by zyskać jakąś ekspozycję na północ musiałem zejść z drogi, wejść w las i rozbić obóz na skraju młodnika. Stąd moja wędka pozwoliła mi na wystawienie anteny ponad gałęzie i nawiązanie łączności. Korespondenci byli głównie z Wrocławia, czemu nie należy się dziwić, ale byli też koledzy z Wyżyny Górnośląskiej. Czesi zwykle nie odpowiadają na moje wywołania po polsku, więc dodatkowo ucieszyłem się z odpowiedzi jednego kolegi, który jest czeskim polonusem.

Prićny Vrch

A po zrobieniu części radiowej przeszedłem się grzbietem góry na południe. Mamy tu trzy rodzaje atrakcji. Pozostałości po kopalniach złota mają postać głębokich dołów, wymurowaną w osiemnastym wieku platformę widokową oraz Taborskie Skały. Doszedłem tylko do platformy widokowej i dołów po sztolniach i szybach kopalni. Pomimo niebieskiego nieba na północy, od południa nadciągały ciemne, ciężkie chmury, z których mocno padało. Zakończyłem więc zwiedzanie i pośpiesznie zacząłem powrót w dół.

Prićny Vrch

Prićny Vrch

Pamiętaj tylko, żeby kierować się do Św. Marii, a nie do Św. Anny.

Zlate Hory są warte ponownego odwiedzenia w lecie, i to na więcej niż jeden dzień. 

eof


piątek, 6 lutego 2026

SOTA Konićek

Tym razem wybrałem się na wycieczkę na czeski szczyt Konićek (OK/OL-022). To niezbyt wymagająca trasa, ale czeskie stowarzyszenie SOTA jest chojne i przyznaje za aktywację tej góry całe sześć punktów. Dodatkowo są trzy punkty za wejście zimowe. I choć jest środek zimy, a ja bałem się trochę tych zimowych warunków, pojechałem a wyjazd okazał się bardzo udany.

Już na parkingu przywitał mnie nierealny widok. Takiej zimy nie widziałem na żywo od ... sam nie wiem kiedy. Pogoda była idealna; do wczoraj wiał mocny wiatr z południowego wschodu, musiała być mgła, która tworzyła szadź i niewielkie opady śniegu. Tak jakby specjalnie na mój przyjazd przyroda przygotowała taką dekoracje, a w momencie rozpoczęcia spektaklu, było już bezwietrznie i idealnie cicho.

Konićek

Z parkingu na końcu publicznej drogi szedłem jeszcze z półtora kilometra ulicą pomiędzy domami. Nie wiem czy pod śniegiem był asfalt, ale i tak jak na górska wycieczkę szło się luksusowo. Drzewa pokryte grubą warstwą szadzi tworzyły nierealny widok.

Konićek

Konićek

Później nie było wcale trudniej. Trochę podejść, ale to w górach jest oczywiste. Prawie do samego szczytu szedłem jednak leśną drogą przez nierealny krajobraz.

Konićek


Konićek

Konićek

Konićek

Krótko przed szczytem trzeba było zejść z drogi na mało widoczną w śniegu ścieżkę i trochę przez krzaki podejść na sam szczyt. Tu przydało się ciągle sprawdzanie mojego położenia na mapie w telefonie. Bez tego ciężko by było utrzymać się na trasie. 

Sam szcyt Konićek jest raczej płaski i porośnięty gęstym lasem, więc na widoki nie ma co tam liczyć.

Konićek

Wróciłem więc nieco w dół, na skraj poręby, tam rozstawiłem antenę i nawiązałem osiem łączności. Zwykle jest ich kilkanaście, więc radiowo byłem nieco rozczarowany, ale turystycznie pozostałem w pełnym zachwycie. Nie wiem czy i kiedy uda mi się jeszcze raz trafić na taka pogodę.

eof 

wtorek, 27 stycznia 2026

SOTA Borówkowa

Trzeci z zaplanowanych pięciu szczytów Sudetów Wschodnich to Borówkowa SP/SW-003. Wybrałem trasę z Przełęczy Lądeckiej i dojazd od czeskiej strony. Już sama droga pełna serpentyn, przez Travna, jest atrakcją. Przynajmniej dla kierowcy który na codzień mieszka na równinach. Dość okazały kościół jak na taką niewielką miejscowość, wciśnięty w wąski wąwóz drogi, skłonił mnie do zatrzymania się i zrobienia zdjęcia. Widok ten dał mi przedsmak górskiej egzotyki.

Borówkowa

Po dotarciu do Przełęczy Lądeckiej zobaczyłem taki oto widok. Górki jak górki, ale to niebo! Wyjeżdżałem z domu przy stuprocentowym zachmurzeniu, kierując się głównie prognozą pogody. I sprawdziło się. Niczego lepszego nie mogłem oczekiwać.

Borówkowa

Szlakowskaz zapowiadał godzinę do szczytu. Mnie zajęto to więcej czasu, częściowo dlatego, że chodzę naprawdę powoli, a częściowo dlatego, że zboczyłem nieco ze szlaku by wejść na pobliski Ostry Vrch. Zainteresowała mnie ta nazwa, ponieważ już raz byłem na takiej górze w masywie Czantorii. Najwyraźniej w Czechach jest wiele szczytów o takiej nazwie.

A na szczycie mamy wieżę widokową. Sam szczyt jest zalesiony, więc wieża widokowa jest tu bardzo pożądaną  atrakcją. Planowałem nawet nadawać z górnego tarasu, tak by uzyskać jak największy zasięg, ale porywisty wiatr przegonił mnie z tamtąd, jeszcze zanim rozwinąłem antenę. Ewakułowałem się więc w podskokach na dół i sesję radiową zrobiłem z ławki u podnóża wieży.

Borówkowa

Borówkowa


Tym razem udało mi się przeprowadzić tylko dziesięć łączności, co wystarcza do zaliczenia aktywacji SOTA. Trwało to mniej niż 20 minut, ale i tak wychłodziłem się tym siedzeniem na ławce. Gdy już nikt więcej nie odpowiadał na moje wywołania, zwinąłem się i szybkim marszem w dół starałem się ponownie rozgrzać.

Borówkowa

Początkowo widoki na północną stronę były super, ale te na południe ostrzegały mnie, że dobra pogoda już się kończy. W końcu ten wiatr przywiał co miał przywiać. W dół szedłem jednak już zgodnie ze znakami i po czterdziestu pięciu minutach byłem już przy samochodzie. A w aucie wiatr już nie był mi straszny. 

Borówkowa

Borówkowa

Jeszcze tylko dwie i pół godziny za kierownicą i byłem w domu. Bardzo udany relaks i kolejne 6 punktów ;-)

eof

środa, 21 stycznia 2026

SOTA Jawornik Wielki

Jawornik to mój drugi szczyt w grupie Sudetów Wschodnich. Chcę odwiedzić je wszystkie tej zimy i w ten sposób zdobyć kolejną odznakę SOTA. Dojście z przełęczy Jawornickiej jest łatwe, więc tego dnia nie powinno być z tym kłopotu.

Start jest łagodny, a jak się trochę zboczy z trasy, to dodatkowo można zobaczyć Śnieżnik. Cel mojej  późniejszej wyprawy.

Jawornik Wlk.

Jawornik Wlk.

Dojście pod szczyt jest łatwe, ale trzeba dobrze wypatrywać znaków. Nie cały czas idzie się leśną drogą. 

Jawornik Wlk.
 
Jawornik Wlk.

Sam szczyt jest zarośnięty drzewami, ale na szczęście jest tam platforma widokowa. Przez jeszcze kolejne kilka lat będzie można zobaczyć z niej nizinę i Jezioro Otmuchowskie.  

Jawornik Wlk.

Jawornik Wlk.

Nic dziwnego, że z takich lokalizacji nikt z Krakowa mnie nie słyszał, ze Śląska nieliczni, za to Wrocław i Dolny Śląsk okazały się być słyszane jak po sąsiedzku. 2,5 W wystarczyło na połączenie z Wrocławiem, 5 W to standardowo działało w Gliwicach, a na 20 W zewsząd otrzymałem raport 59+.

A po łącznościach tą samą drogą do samochodu. 12 łączności, 6 punktów SOTA i poł dnia na świeżym powietrzu, dały naprawdę udany dzień.

Jawornik Wlk.

eof