piątek, 27 lutego 2026

SOTA Smrk

Tym razem chodzi o Smrk w górach Rychlebskich. Wiele różnych szczytów nosi tą oryginalną nazwę. Począwszy od Gór Izerskich, Góry Rychlebskie, Beskid Śląsko Morawski i kończąc na Bieszczadach. Z tym, że w słowackiej wersji to Smerek. Tym razem chodzi jednak o Smrek o numerze referencyjnym SOTA OK/OL-011.

Wycieczkę zacząłem z Petrikowa. Parking jest duży i poza sezonem darmowy. Cały czas idzie się drogą, która wiedzie tak, że nie sposób zabłądzić. I całe szczęście, bo w tej okolicy brak jest zasięgu GSM, więc ktoś kto polega na mapach w telefonie powinien się przed wyruszeniem w drogę nauczyć się ich na pamięć.  

Smrek

Droga wiedzie dnem głębokiego wąwozu, gdzie światła nie za wiele. Sam potok nazywa się Ćerny Potok, więc brak słońca jest udokumentowany. Gdzie nie gdzie były plamy słońca, więc starałem się napatrzeć na zimę w górach, ale nie było tego po drodze zbyt wiele. 


Sam szczyt jest raczej płaski i trudno znaleźć jego kulminację. Chodziłem tam i z powrotem i w końcu musiałem zadowolić się początkiem szczytu.


Na szczycie, a raczej w rejonie szczytu, tuż przy ścieżce którą wędrowali rodziny narciarzy na biegówkach, rozbiłem obóz i starałem się nawiązać łączności. Zdumiewające jest jak bardzo narciarstwo biegowe jest popularne w Czechach. Wędrowały rodziny z dziećmi, grupy znajomych, w sumie dziesięć razy więcej ludzi na biegówkach niż idących na piechotę. 

Niestety z łącznością było tu słabo. Telefon prawie wcale, a radio dało ledwo sześć łączności. Prawie minimum tego co trzeba do zaliczenia aktywacji szczytu. Może to taka pora, że wszyscy pojechali na ferie z dziećmi i nie ma nikogo przy radiu?  


Po drodze spotkałem kolegę SP9XG, który potwierdził, że na VHF nie zdobył nic więcej niż ja. Jego ratowało pasmo 40 metrów. Jest to pewna nauczka dla mnie na przyszłość. 

Po zwinięciu sprzętu radiowego zostało mi się porozglądać. Na zachodzie widać było Śnieżnik i chyba Czarną Górę. Wkoło trochę śniegu i słońca, zwłaszcza na górze, i w drogę z powrotem do samochodu.  




Co prawda na samych Smrku nie ma za wiele do oglądania ale jednak warto w te góry przyjeżdżać. Dwie i pół godziny w aucie, w jedną stronę, to trochę duży narzut czasowy. Tak więc kolejne wycieczki powinny być chyba z noclegiem.

eof

niedziela, 15 lutego 2026

SOTA Prićny Vrch

Zima teraz jakaś taka łaciata, czyli łaskawa dla turysty, który nie jeździ na nartach i nie lubi brodzić w śniegu. Wybrałem się więc na kolejną wycieczkę. Byłem już na najwyższym polskim szczycie Gór Opawskich, na Biskupiej Kopie, a teraz wybrałem się na najwyższy szczyt czeski, Prićny Vrch (OK/MO-015). Jak zwykle za punkt startowy wybrałem jak najwyżej położony, publiczny parking i tym razem było to przy kościele Św. Marii Pomocnej. Chodząc po Prićnym Vrchu trzeba uważać, ponieważ jest tu również kościół Św, Anny i łatwo ze szczytu wrócić nie do tego kościoła. A Św. Anna jest po drugiej stronie góry.  

Prićny Vrch 

Pogoda tego dnia była raczej ponura, ale na szczęście w chmurach pojawiały się dziury. Jedna z nich skusiła mnie do zejścia ze szlaku i odbicia leśnym duktem na wschodnią stronę zbocza. Z wielką frajdą patrzyłem stamtąd na odwiedzoną dwa tygodnie wcześniej Biskupią Kopę. Może słabo to widać, ale na szczycie góry da się wypatrzeć biały pipek. To wieża widokowa pokazana w jednym z poprzednich wpisów. 

Prićny Vrch

Człapu człap i w końcu doszedłem na sam szczyt. Znalezienie kulminacji tej góry nie jest takie proste, ponieważ jest ona raczej płaska i rozległa, jak na Melmak. Trzeba przejść kilometr po płaskim, co chwilę sprawdzając swoje położenie na mapie w telefonie, by się zorientować, że to jeszcze nie teraz. Ale w końcu doszedłem i zaraz zawróciłem. Większość atrakcji tego miejsca jest jednak położona na południowym stoku.

Prićny Vrch

Jednak zanim zacząłem zwiedzanie, należało wykonać zadanie radiowe. Sam grzebień góry jest porośnięty lasem, więc by zyskać jakąś ekspozycję na północ musiałem zejść z drogi, wejść w las i rozbić obóz na skraju młodnika. Stąd moja wędka pozwoliła mi na wystawienie anteny ponad gałęzie i nawiązanie łączności. Korespondenci byli głównie z Wrocławia, czemu nie należy się dziwić, ale byli też koledzy z Wyżyny Górnośląskiej. Czesi zwykle nie odpowiadają na moje wywołania po polsku, więc dodatkowo ucieszyłem się z odpowiedzi jednego kolegi, który jest czeskim polonusem.

Prićny Vrch

A po zrobieniu części radiowej przeszedłem się grzbietem góry na południe. Mamy tu trzy rodzaje atrakcji. Pozostałości po kopalniach złota mają postać głębokich dołów, wymurowaną w osiemnastym wieku platformę widokową oraz Taborskie Skały. Doszedłem tylko do platformy widokowej i dołów po sztolniach i szybach kopalni. Pomimo niebieskiego nieba na północy, od południa nadciągały ciemne, ciężkie chmury, z których mocno padało. Zakończyłem więc zwiedzanie i pośpiesznie zacząłem powrót w dół.

Prićny Vrch

Prićny Vrch

Pamiętaj tylko, żeby kierować się do Św. Marii, a nie do Św. Anny.

Zlate Hory są warte ponownego odwiedzenia w lecie, i to na więcej niż jeden dzień. 

eof


piątek, 6 lutego 2026

SOTA Konićek

Tym razem wybrałem się na wycieczkę na czeski szczyt Konićek (OK/OL-022). To niezbyt wymagająca trasa, ale czeskie stowarzyszenie SOTA jest chojne i przyznaje za aktywację tej góry całe sześć punktów. Dodatkowo są trzy punkty za wejście zimowe. I choć jest środek zimy, a ja bałem się trochę tych zimowych warunków, pojechałem a wyjazd okazał się bardzo udany.

Już na parkingu przywitał mnie nierealny widok. Takiej zimy nie widziałem na żywo od ... sam nie wiem kiedy. Pogoda była idealna; do wczoraj wiał mocny wiatr z południowego wschodu, musiała być mgła, która tworzyła szadź i niewielkie opady śniegu. Tak jakby specjalnie na mój przyjazd przyroda przygotowała taką dekoracje, a w momencie rozpoczęcia spektaklu, było już bezwietrznie i idealnie cicho.

Konićek

Z parkingu na końcu publicznej drogi szedłem jeszcze z półtora kilometra ulicą pomiędzy domami. Nie wiem czy pod śniegiem był asfalt, ale i tak jak na górska wycieczkę szło się luksusowo. Drzewa pokryte grubą warstwą szadzi tworzyły nierealny widok.

Konićek

Konićek

Później nie było wcale trudniej. Trochę podejść, ale to w górach jest oczywiste. Prawie do samego szczytu szedłem jednak leśną drogą przez nierealny krajobraz.

Konićek


Konićek

Konićek

Konićek

Krótko przed szczytem trzeba było zejść z drogi na mało widoczną w śniegu ścieżkę i trochę przez krzaki podejść na sam szczyt. Tu przydało się ciągle sprawdzanie mojego położenia na mapie w telefonie. Bez tego ciężko by było utrzymać się na trasie. 

Sam szcyt Konićek jest raczej płaski i porośnięty gęstym lasem, więc na widoki nie ma co tam liczyć.

Konićek

Wróciłem więc nieco w dół, na skraj poręby, tam rozstawiłem antenę i nawiązałem osiem łączności. Zwykle jest ich kilkanaście, więc radiowo byłem nieco rozczarowany, ale turystycznie pozostałem w pełnym zachwycie. Nie wiem czy i kiedy uda mi się jeszcze raz trafić na taka pogodę.

eof 

wtorek, 27 stycznia 2026

SOTA Borówkowa

Trzeci z zaplanowanych pięciu szczytów Sudetów Wschodnich to Borówkowa SP/SW-003. Wybrałem trasę z Przełęczy Lądeckiej i dojazd od czeskiej strony. Już sama droga pełna serpentyn, przez Travna, jest atrakcją. Przynajmniej dla kierowcy który na codzień mieszka na równinach. Dość okazały kościół jak na taką niewielką miejscowość, wciśnięty w wąski wąwóz drogi, skłonił mnie do zatrzymania się i zrobienia zdjęcia. Widok ten dał mi przedsmak górskiej egzotyki.

Borówkowa

Po dotarciu do Przełęczy Lądeckiej zobaczyłem taki oto widok. Górki jak górki, ale to niebo! Wyjeżdżałem z domu przy stuprocentowym zachmurzeniu, kierując się głównie prognozą pogody. I sprawdziło się. Niczego lepszego nie mogłem oczekiwać.

Borówkowa

Szlakowskaz zapowiadał godzinę do szczytu. Mnie zajęto to więcej czasu, częściowo dlatego, że chodzę naprawdę powoli, a częściowo dlatego, że zboczyłem nieco ze szlaku by wejść na pobliski Ostry Vrch. Zainteresowała mnie ta nazwa, ponieważ już raz byłem na takiej górze w masywie Czantorii. Najwyraźniej w Czechach jest wiele szczytów o takiej nazwie.

A na szczycie mamy wieżę widokową. Sam szczyt jest zalesiony, więc wieża widokowa jest tu bardzo pożądaną  atrakcją. Planowałem nawet nadawać z górnego tarasu, tak by uzyskać jak największy zasięg, ale porywisty wiatr przegonił mnie z tamtąd, jeszcze zanim rozwinąłem antenę. Ewakułowałem się więc w podskokach na dół i sesję radiową zrobiłem z ławki u podnóża wieży.

Borówkowa

Borówkowa


Tym razem udało mi się przeprowadzić tylko dziesięć łączności, co wystarcza do zaliczenia aktywacji SOTA. Trwało to mniej niż 20 minut, ale i tak wychłodziłem się tym siedzeniem na ławce. Gdy już nikt więcej nie odpowiadał na moje wywołania, zwinąłem się i szybkim marszem w dół starałem się ponownie rozgrzać.

Borówkowa

Początkowo widoki na północną stronę były super, ale te na południe ostrzegały mnie, że dobra pogoda już się kończy. W końcu ten wiatr przywiał co miał przywiać. W dół szedłem jednak już zgodnie ze znakami i po czterdziestu pięciu minutach byłem już przy samochodzie. A w aucie wiatr już nie był mi straszny. 

Borówkowa

Borówkowa

Jeszcze tylko dwie i pół godziny za kierownicą i byłem w domu. Bardzo udany relaks i kolejne 6 punktów ;-)

eof

środa, 21 stycznia 2026

SOTA Jawornik Wielki

Jawornik to mój drugi szczyt w grupie Sudetów Wschodnich. Chcę odwiedzić je wszystkie tej zimy i w ten sposób zdobyć kolejną odznakę SOTA. Dojście z przełęczy Jawornickiej jest łatwe, więc tego dnia nie powinno być z tym kłopotu.

Start jest łagodny, a jak się trochę zboczy z trasy, to dodatkowo można zobaczyć Śnieżnik. Cel mojej  późniejszej wyprawy.

Jawornik Wlk.

Jawornik Wlk.

Dojście pod szczyt jest łatwe, ale trzeba dobrze wypatrywać znaków. Nie cały czas idzie się leśną drogą. 

Jawornik Wlk.
 
Jawornik Wlk.

Sam szczyt jest zarośnięty drzewami, ale na szczęście jest tam platforma widokowa. Przez jeszcze kolejne kilka lat będzie można zobaczyć z niej nizinę i Jezioro Otmuchowskie.  

Jawornik Wlk.

Jawornik Wlk.

Nic dziwnego, że z takich lokalizacji nikt z Krakowa mnie nie słyszał, ze Śląska nieliczni, za to Wrocław i Dolny Śląsk okazały się być słyszane jak po sąsiedzku. 2,5 W wystarczyło na połączenie z Wrocławiem, 5 W to standardowo działało w Gliwicach, a na 20 W zewsząd otrzymałem raport 59+.

A po łącznościach tą samą drogą do samochodu. 12 łączności, 6 punktów SOTA i poł dnia na świeżym powietrzu, dały naprawdę udany dzień.

Jawornik Wlk.

eof

piątek, 9 stycznia 2026

SOTA Biskupia Kopa

Biskupia Kopa nie jest specjalnie wybitnym szczytem, a od strony południowej podejście jest szczególnie łatwe. Ponieważ było to dla mnie pierwsze zimowe wejście w tym roku, wybrałem wariant uproszczony. W sam raz dla rodzin z dziećmi i seniorów. 

Biskupia Kopa

Zdecydowałem się na wyjazd akurat czwartek, ponieważ wszystkie trzy używane przeze mnie prognozy pogody zapowiadały na ten dzień słońce. A światło słoneczne dla fotografa w zimowym lesie jest bezcenne. No ale z prognozami już jest tak, że nie zawsze się spełniają. Grube i niskie chmury spowodowały to, że wędrowałem w szarym, prawie monochromatycznym lesie.

Biskupia Kopa
   
Biskupia Kopa

Na szczyt doszedłem w niecałą godzinę. Po drodze mijałem dwa punkty widokowe, z których niewiele było widać, skrzyżowanie szlaków i dwa krzyże pojednania katolicko protestanckiego. Na szczycie jest wieża widokowa, ale jest ona otwarta jedynie wtedy, gdy jest dużo zwiedzających. Moja nadzieja na nadawanie z podwyższenia okazała się płonna. Ale na szczęście jest tam wiata turystyczna z prawdziwego zdarzenia. Tak więc tym razem obeszło się bez siedzenia na śniegu. Miałem prawdziwy radio shack.  

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Część radiowa wycieczki udała się znakomicie. Nawiązałem 22 łączności i zdobyłem kolejne 6 punktów SOTA. Tym razem większość korespondentów była z okręgu szóstego, czemu wędrując po Sudetach nie należy się dziwić. 

Za to podczas powrotu do samochodu słońce nieco przestało się na mnie boczyć i wyjrzało na 15 minut przez dziurkę od klucza w chmurach. Było tego tyle co kot napłakał, ale jednak zobaczyłem zimowy las w jego lepszej odsłonie.

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Z turystycznego punktu widzenia ta wycieczka nie była wielkim wyczynem, ale zawsze jakieś to rozpoczęcie sezonu 2026.


eof

sobota, 27 grudnia 2025

SOTA Ostry Vrch

Na koniec roku wybrałem sobie coś małego i łatwego. Ot tak, by otrząsnąć się ze świątecznego zasiedzenia. Postanowiłem wejść na Ostry Vrch z polany Budzin. 

Bacówka z Polany Budzin nie przypomina swoim kształtem schroniska turystycznego, ale za to jej widok dobrze ilustruję panującą tego dnia pogodę. Zdawała się być zawieszona gdzieś w nicości. Według prognozy pogody miało być słonecznie i liczyłem na widoki. A tu mleko. No cóż, trzeba było iść w taką pogodę jaka mnie tu przywitała. 

Ostry Vrch

Z powodu tej mgły las był nieco mroczny, szedłem nie szlakiem lecz pasem granicznym i wszystko wyglądało tam trochę tak jakbym szedł na przełaj. Na szczęście po ostatnich opadach śniegu szedł już tędy ktoś z psem, więc ich ślady prowadziły mnie przez te zarośla. 

Ostry Vrch

Na gałęziach wisiały igły zlodowaciałego szronu. Widać wiało głównie od południa i mgła tak się stopniowo krystalizowała. Niestety bez słońca nawet te lodowe igły nie wyglądały specjalnie atrakcyjnie.

Ostry Vrch

Już wiem dlaczego Ostry Vrch nazywa się Ostry. Jest tam stromo. A zimą jeszcze bardziej wydaje się być stromo. Najpierw ze szlaku zchodzi się mocno w dół a potem naprawdę stromo podchodzi się na szczyt.  Nazwa jest naprawdę zasłużona.

Ostry Vrch

Na szczycie przeprowadziłem 18 łączności. Tak więc z radiowego punktu widzenia wycieczka udała się znakomicie. Udało mi się zrealizować założony cel i w tum roku zdobyłem 114 punktów. Wystarczająco dużo na brązową odznakę aktywatora.

A potem powrót po stromiźnie w dół i ponownie do góry na szlak. Raczki tym razem uratowały mi skórę. Nawet po takich niepozornych szlakach beskidzkich raczki i kijki w zimie wydają się być nieocenione.

Ostry Vrch

A na koniec pogoda sprawiła mi ładnego psikusa. Jak już dochodziłem do parkingu, mgła się zaczęła rozwiewać i światło zmieniło wszystko. Ukazał mi się po prostu inny świat.

Ostry Vrch

Ostry Vrch

Nie mogło tak być od razu? Było już dobrze po południu i byłem zbyt zmęczony żeby wrócić na szczyt po oczekiwane widoki, ale cóż.  Nawet kontenerowa bacówka wróciła do realnego krajobrazu. Pozostało mi tylko postać tu chwilę dłużej, porozglądać się i nacieszyć tym co Beskidy postanowiły mi dać.

Ostry Vrch


Ostry Vrch

Ostry Vrch

eof