Drugi wyjazd był już na nieco bardziej wymagający szczyt. Tylko trochę bardziej wymagający, ale zawsze. Trzeba było zostawić domową strefę komfortu za sobą i wyruszyć w drogę.
Skoro i tak już muszę tyle jeździć, to się trochę porozglądam. Gdyby nie fotografia, nie zauważyłbym wielu atrakcyjnych rzeczy.
środa, 27 sierpnia 2025
SOTA Klimczok
piątek, 4 lipca 2025
SOTA Czantoria
Postanowiłem rozwinąć swoje zainteresowanie radioamatorstwem. O ile fale krótkie pozwalają na łączności o zasięgu globalnym, to wymagają raczej pracy z domu. To będzie bardzo ciekawe w zimie, gdy i tak możliwości wyjścia na dwór są ograniczone. Ale teraz, gdy lato zaprasza do bycia na dworze, znacznie bardziej pociągającym wydaje się być UKF.
Planuję uzbierać wymaganą ilość punktów i zdobyć dyplom SOTA, czyli "Szczyty w Eterze". Mój pierwszy wyjazd miał charakter rozpoznawczy i był mało wymagający wyprawowo, ale od czegoś trzeba zacząć. Wybierając się na Czantorię i Równicę, chciałem sprawdzić swoje możliwości fizyczne, przetestować posiadany sprzęt i zweryfikować swoje umiejętności operatorskie.
No i jakoś poszło:
Beskidy są porośnięte lasem, co jest bardzo wygodnie w upalne dni dla turysty, ale słabo to działa dla radiowca. Dlatego pomagałem sobie nadając z pokazanej powyżej wieży widokowej.
niedziela, 18 maja 2025
Różowe Kasztany
Kasztany takie jakie powszechnie znamy mają białe kwiaty. Nawet jeśli słupki i pręciki są różowe, to płatki są białe.
A tu niespodzianka. Spotkaliśmy kasztana różowego. Może jego fachowa nazwa jest inna, ale w alei biało kwitnących kasztanów jeden był ewidentnie czerwonawy. Super niespodzianka.
Radiowy weekend
To był iście radiowy weekend. Nowicjusz czy nie nowicjusz, ale maiłem okazję nadawać z Radiostacji Gliwice. No, nie z tego historycznego nadajnika, na fali 239,8 metrów, tylko z radiostacji klubowej na paśmie 80 metrów. W ramach akcji Noc Muzeów mogłem działać z głównej sali nadajnika Radiostacji Gliwice.
Jak coś robić, to już robić to na całego :-)
piątek, 9 maja 2025
Już maj
Nie wiadomo kiedy zrobił się maj, a w maju jak w garcu, trochę zimy trochę lata. No i niestety straciłem czujność. Jeszcze wczoraj, wracając z miasta do domu, podziwiałem gęste, czerwone maki rosnące na poboczu naszej drogi. Chciałem je sfotografować, bo wyglądały bajecznie, prawie jak w Krainie Oz. Odłożyłem jednak to do jutra, ponieważ wieczorem światło było z niekorzystnej strony. Jeszcze wczoraj słyszałem traktor jeżdżący powoli po naszej ulicy, ale nie skojarzyłem tego co on robił. A dzisiaj wstałem o szóstej rano, aby sfotografować nasze maki w promieniach niskiego i złotego słońca, świecącego wzdłuż ulicy. Dopiero wtedy skojarzyłem, że ten traktor to miejska kosiarka.
Musiałem obejść się smakiem. Pamiętaj, nigdy nie trać nadarzającej się okazji!
piątek, 21 lutego 2025
Zimowy spacer po lesie
Niby zima w lesie jest jakoś tak czarnobiała, ale jak zaświeci słońce i trafimy na te mocno brązowe liście, to jakoś robi się tak bardziej kolorowo. Tak bez słońca to w ogóle nie chce się spacerować z aparatem. Może można wybrać się na marsz dla treningu, ale nie na spacer dla rozglądania się.
Zima co prawda nie zasypała lasu śniegiem, ale lód na stawach jest tak gruby, że nawet ktoś chodził po stawie.
Główną atrakcją wizualną stawów, o tej porze roku, są trzciny. W lecie, gdy wszystko jest jednakowo zielone, to nie rzucają się jakoś szczególnie w oczy. Ale teraz ich rozpadające się kwiatostany są widowiskowe. Zwłaszcza pod światło.
wtorek, 18 lutego 2025
Dzięcioł duży
Nareszcie doczekałem się. Tej zimy albo był śnieg, co przyciągało ptaki do karmnika, ale nie było słońca, albo było ciepło i słonecznie, ale nie było u nas ptaków. W końcu są; i słońce i ptaki. Dla ogrodu bezśnieżny mróz to niedobrze, ale skrzydlaci sąsiedzi marzną, więc przylatują do nas sobie dojeść.
Różnego drobiazgu jest pełno. W końcu tej zimy zjadły już 10 kg słonecznika. Dobrze, że zacząłem go kupować w sklepie GSu, bo w zoologicznym to bym się na taką ilość wykosztował. Ale jeśli przylatują do na tak znamienici i kolorowi goście, to na stole nie może zabraknąć jedzenia.
czwartek, 6 lutego 2025
Zima jaka jest każdy widzi
Zimę mamy taką jaką mamy. Ciepło nie jest, ale specjalnie zimno też nie za bardzo. Śniegu jak na lekarstwo i w ogóle z zimowym nastrojem też jakoś słabo. Ptaszki przy karmiku jakoś specjalnie nie chcą współpracować. Jak jest słońce i trochę cieplej, to wolą się stołować gdzieś na mieście. Do karmika przychodzą tylko jak jest zimniej i kiedy nie ma słońca, tzn. światła. Tak wiec wszystkie zdjęcia, jak do tej pory, są szare i bez tak wyczekiwanego polotu.
Ptaszki przylatują, ale jakoś tak nieregularnie i bez przekonania. Ich wizyty straciły taką styczniową przewidywalność. Zawsze były tu tuż po wschodzie słońca, jak pierwsze promienie ogrzały im skrzydełka po nocy oraz drugi raz wieczorem, jak zaczynało się ściemniać i przed nocą trzeba było się najeść. Teraz mogą co najwyżej wpadać na szybką przekąskę.
Trudno jest złożyć się do zdjęcia. Najmniejszy ruch firanki natychmiast płoszy ptaki, a w otwartym oknie nie mogę czekać przez godzinę; "a może komuś zachce się przylecieć". Na szczęście dzisiaj Pan Dzięcioł przyleciał się posilić, choć niestety przez moją niecierpliwość przerwałem mu posiłek. No ale w końcu co jest ważniejsze? Moja ciekawość czy jego jedzenie? Następnym razem będę musiał popracować więcej nad lepszym maskowaniem, by moi goście nie odchodzili głodni od stołu.
06.02.25 eof






































