niedziela, 23 marca 2014

Nowa perspektywa

Ostatnio długo nie publikowałem kolejnych relacji z moich podróży. Nie dlatego bym przestał fotografować, ale dlatego, że sama podróż była raczej wewnętrzna a i relacje z tej podróży były raczej prywatne. W końcu jednak dotarliśmy do takiego momentu, że jednak coś można opowiedzieć.

Fotografowanie całej historii zacząłem od tego, że
       Kliknij aby powiększyć

Umówiliśmy się więc na sesję, po to by zrobić parę pamiątkowych zdjęć:   
Kliknij aby powiększyć

No i od pewnego czasu mamy nowego skarba:
Kliknij aby powiększyć

Trzeba przyznać, że teraz wszystko wygląda inaczej niż kiedyś i wszystko zależy od tego, z jakiej perspektywy się patrzy:
Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć




piątek, 24 stycznia 2014

Lotnisko w Sola

Tym razem do wyjęcia aparatu skłoniła mnie duma wynikająca z rozpowszechniania się języka polskiego. To naprawdę jest miło poczuć, że nasz język zaczął należeć do grupy tych najbardziej znanych, a przynajmniej znanych w Skandynawii. Co prawda, gdzieś z tyłu głowy mam świadomość, że to rozpowszechnienie nie wynika z potęgi naszej rodzimej gospodarki, ani atrakcyjności naszej kultury narodowej, lecz z rozmiarów naszej emigracji zarobkowej, ale zawsze to jakieś rozpowszechnienie. Kiedyś nawet tego nie było.

Sola

Lotnisko w Sola nie jest duże, ale szybko się rozbudowuje. I jest urządzane w stylu przytulnego domu. Miękkie kanapy na oczekujących na odloty, duże akwarium, stoły z piłkarzykami, wydzielony pokój zabaw dla małych dzieci. Port w Katowicach Pyrzowicach jest niby większy, ale ma w nim nic z przytulności, ani takiego dbania o wygody podróżnych.

Sola

Tempo w jakim ten kraj się rozwija jest naprawdę imponujące. Prawie podczas każdej wizyty zauważam, że budują coś nowego. Jak zaczynałem ten projekt, autobus z lotniska do miasta jechał zwykłą drogą, nad zatoką i między domami. teraz jeździmy już dwupasmówką i przez tunele pod wzgórzami. W tym tygodniu to był hotel w centrum miasta i nowe skrzydło wielopoziomowego parkingu na lotnisku.

Sola

To tempo zrobiło na mnie takie wrażenie, że opowiedziałem klientom dowcip o polonusie, który wrócił do Polski i w taksówce z lotniska do hotelu przechwalał się przed kierowcą. Gdy przejeżdżali koło budynku dużego hotelu zapytał:
- A co to za budynek?
- To Holiday Inn, odpowiedział kierowca.
- A jak długo go budowali?
- Jakiś rok, powiedział kierowca.
- Phi, u nas w Ameryce taki to budują w 6 miesięcy.
Po chwili przejeżdżali koło kolejnego eleganckiego gmachu, a polonus ponownie się spytał:
- A to co jest za budynek?
- Centrum handlowe Galeria Kazimierz, padła odpowiedź.
- A jak długo je budowali?
- 6 miesięcy.
- Phi, u nas w Ameryce takie budują w 3 miesiące, wymądrzał się dalej przyjezdny.
W taksówce zapadła niezręczna cisza i gdy po chwili przejeżdżali koło Wawelu i polonus ponownie się spytał "A co to takiego?", rozeźlony kierowca odburknął;
- A wie Pan że nie wiem? Kiedy wczoraj tędy jechałem, to tego jeszcze nie było!



wtorek, 21 stycznia 2014

Kolejna niedziela we Frankfurcie

Fraport to brama do wielkiego świata. Nawet w leniwe, niedzielne popołudnie oferuje odloty do wielu pociągających miast, chyba z całego świata. I chociaż sam Faport bije po oczach swoją elegancją, wielkoświatowością i ekskluzywnością swoich sklepów, to podróżni tego wielkiego świata zdają się być nieczuli na jego uroki. Znużeni czekaniem apatycznie siedzą zgarbieni lub śpią na ławkach. Nawet ten starszy gość, co w skarpetkach kręci się w koło z aparatem, żeby tym paru godzinom nadać jakiś sens, zdaje się potwierdzać ten nastrój.

Frapol

Spędziłem ten dzień na czekaniu i czytaniu. David DuChemin na swoim blogu porównał kreatywność do biblijnej manny. Żydzi, pod przywództwem Mojżesza uciekli z Egiptu na pustynię. Tam Bóg żywił wierzących w Niego manną. Nie dało się jej zebrać i przechować na zapas. Codziennie trzeba było zjeść co Pan zesłał i iść dalej, wierząc że następnego dnia znowu zostanie zesłana. Tak samo jest z kreatywnością. Nie da się jej ani przywołać na żądanie ani zachować na później. Jeśli Muza muśnie Cię swoim skrzydłem, to masz nowy pomysł i musisz realizować go teraz, póki chwila trwa. Pomysły odkładane na później wietrzeją, blakną a okazje z reguły już nie powtarzają.

Stavanger

W innym wpisie swojego bloga David opowiada historię początkującego fotografa, który przynosił do Mistrza swoje zdjęcia do oceny. Mistrz wielokrotnie, cierpliwie dzielił je na dobre i złe. W końcu spytał się nowicjusza "Za każdym razem przynosisz mi takie same pejzaże górskie i każdorazowo odkładam je na kupkę złych fotografii. Dlaczego tak je lubisz?". Młody zaś odpowiedział Mistrzowi "Ponieważ muszę się wspinać, żeby je zrobić". Emocje przeżywane podczas robienia zdjęcia są co prawda ważne dla fotografującego, ale nie stanowią o jakości jego fotografii. O wartości zdjęcia stanowi jedynie to co i jak na nim jest pokazane.

Co innego wiedzieć, a co innego się do obu powyższych rad umieć zastosować. Filozoficzne rozważania, ale jakoś odzyskałem trochę z tej niedzieli.

Stavanger


A mój projekt dobiega już do szczęśliwego końca. Zostało mi już tylko szlifować przeglądy i patrzeć się, jak zadowoleni użytkownicy szykują się do wypinania piersi na medale. W końcu
osiągają właśnie sukces, który będzie im owocował przez długi czas.

Stavanger

Stavanger

Stavanger

... a konsultant dalej w drogę.

Czy o zmierzchu, czy o brzasku, nigdy nie chodź bez odblasków

Kiedyś w Polskim Radiu słyszałem audycję o ogólnopolskiej akcji promującej bezpieczeństwo pieszych. W akcję zaangażowane były Policja, Ministerstwo Edukacji, Polskie Radio i coś jeszcze. Pani w szkole wręczała światełka odblaskowe i uczyła dzieci wierszyka:
Czy o zmierzchu, czy o brzasku 
Nie chodź nigdy bez odblasków.

A jak taka akcja wygląda w Norwegii?

Dzisiaj rano, idąc do pracy, spotkałem na ulicy chyba kilkunastu woluntariuszy, którzy oblepili mnie taśmą odblaskową. Gdy spytałem się jednej z nich, kto organizuje taką akcję, pani odpowiedziała mi, że ich firma znajduje się na skraju miasta i codziennie jeżdżąc do pracy mijają po drodze wielu ciemno ubranych ludzi, których słabo widać w światłach samochodów.
Ponieważ w Norwegii to kierowcy dbają o bezpieczeństwo pieszych, ich firma postanowiła wyposażyć wszystkich przechodniów na ich ulicy w odblaski, tak by nikomu nic się nie stało.
Nie Ministerstwo, ale prywatna firma postanowiła zadbać o swoich sąsiadów, a jej pracownicy zostali wolontariuszami. To się nazywa poczucie przynależności do społeczeństwa.


Może w Polsce będę wyglądał trochę jak choinka, ale tutaj naprawdę tak się chodzi.


A co Wam o Norwegach mówią te dwa kawałki taśmy odblaskowej?

środa, 8 stycznia 2014

Zabawa w stylu "Kicz"

Impreza towarzyska nie może sprowadzać się jedynie do siedzenia przy stole i jedzenia. Dlatego wymyślamy z przyjaciółmi jakieś zabawy, tak aby rozruszać nasze towarzystwo. W tym roku Sylwester był pod znakiem kiczu. Sukienka za 19 złotych, gitara z piwnicy, torebka z dna szafy. Tylko prawdziwe sombrero z Meksyku było eleganckie.


Atmosfera spotkania i tak zależy od nas samych, więc czasem dobrze uwolnić się od wymogów konsumpcjonizmu i na luzie, ale z poczuciem, że sytuacja jest niecodzienna, spotkać się, pogadać i pobawić się.



Białe i złote marynarki, błyszczące spodnie, dziwne wisiory i łańcuchy, ... Nasi na co dzień eleganccy i powściągliwi przyjaciele, w życiu by tak nie wyszli na ulicę, ale poszaleć na zabawie? Czemu nie?


Tymczasem Młodzi, uwiązani dziećmi w domu, spędzili ten czas w sposób bardziej dystyngowany, w towarzystwie Filharmoników Wiedeńskich.


Zawsze myślałem, że szaleństwa i wygłupy bardziej pasują młodym, ale widać niekoniecznie tak jest.


niedziela, 15 grudnia 2013

Niedzielne safari

W niedzielę odwiedziłem moją matkę. Jak wiele starszych ludzi, ma Ona bardzo dużo wolnego czasu, z którym nie do końca wiadomo co robić. W zimie trudno jest wybierać się do parku na długie spacery, więc jedną z nielicznych dostępnych Jej rozrywek jest dokarmianie i obserwowanie ptaków. Gołębi w mieście raczej nie lubimy, ale sikorki, to i owszem. Tą wizytę spędziliśmy trochę rozmawiając a trochę wspólnie obserwując balkonowych gości.

Jednym z najczęstszych gości jest Pani Żółtobrzuszka. Jest ona raczej nieśmiała, wpada na chwilkę, zajada jedno ziarenko i z byle powodu, a często i bez powodu, zaraz ucieka.

Sikorka Bogatka zwyczajna

Tak naprawdę to ona nazywa się Sikorka Bogatka zwyczajna. Tak zwyczajnie jest bogato kolorowa. Pewnie te kolory pomagają w zalotach, ale też i ułatwiają polowanie drapieżnikom, dlatego sikorka woli być zapobiegliwa.

Sikorka Bogatka zwyczajna

Sikorka Bogatka zwyczajna


Sikorka, zdaje się, nie połyka ziarenek słonecznika w całości, tylko je rozdziobuje. Może są za duże dla niej? Następnym razem dostanie też troszkę siemienia lnianego.

Drugim gościem jest Pani Pomarańczowa. Ten gość stara się być roztropny i zanim usiądzie do jedzenia, uważnie przygląda się temu miejscu. Czasem podchodzi do jedzenia na kilka razy, czujnie wypatrując czy nie czai się na nią jakieś niebezpieczeństwo.

Kowalik zwyczajny


Kowalik zwyczajny

Ale jest szybka i nie łatwo przewidzieć kiedy się ruszy i jak się ustawi.

Kowalik zwyczajny

Kowalik zwyczajny

Długo szukałem, jak się nazywa ten gość. Dopiero po wpisaniu w Google hasła "ptaszek z pomarańczowym brzuszkiem" dowiedziałem się, że to Kowalik zwyczajny. Dzięki temu trafiłem na ciekawą stronę o ptakach. Zapraszam więc do obejrzenia bloga: "Wiedza nie boli"
http://wiedzanieboli.blogspot.com/2010/05/ptaki-zyjace-w-miastach-cz2.html

To taki elementarz wiedzy dla wszystkich dokarmiających ptaki. Poniższe zdjęcie Kowalika pochodzi właśnie z tego bloga i przedstawia naszą Panią Pomarańczową.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2y1e748BT7SRZHVh8PCB5Wkm80M1PiZIiF24KE81G1k60daN66Eio7yholBHS25vtyimrsCD3z40ijw3Q156CwE-TMM1ZT3A5i6Moej042IiAFqsmWfEWBzmOX4KepruaWIaQvQa7SApW/s1600/kowalik.jpg




czwartek, 5 grudnia 2013

Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej Inkwizycji

Już miało być tak pięknie. Tydzień bez jednego wyjazdu, praca tylko z domu i powolne wchodzenie w nastrój zbliżających się świąt... Tak właśnie zapowiadał się ten tydzień.

Niestety już we wtorek odebrałem wiadomość od Pawła, że w czwartek mam umówioną wizytę w Kamiennej Górze. Wieczorem dostałem od Piotra sms-a o niecierpiącej zwłoki, środowej wizycie w Krakowie, a jeszcze później Kinga napisała triumfalnego emaila, że w końcu udało Jej się umówić mnie na piątek w Bolesławcu. Dobrze, że luźny tydzień świętowałem  w domu, więc mogłem od razu przystąpić do prasowania koszul.

Kamienna Góra to już prawie Karkonosze, przynajmniej tak się wydaje z perspektywy Gliwic. Wypytałem więc Magdę czy da się stamtąd zobaczyć Śnieżkę. Obiecała mi, że z cmentarza się da. Przy okazji uświadomiła mi też, że Bolesławiec to nie to samo co Bolków, więc rad nie rad hotel zarezerwowałem w Jeleniej Górze.

Śnieżki nie zobaczyłem, bo po wyjściu z fabryki było już całkiem ciemno i w dodatku wichura chciała urwać mi głowę. Nastawiłem się więc na uroki nocnego życia w Jeleniej Górze. Ta jednak też nie powaliła mnie gwarem i nie wciągnęła mnie w wir nocnego życia. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wydała mi się nieco odludna.

Jelenia Góra

Była dopiero 8 wieczorem, a oprócz kilku pań czekających pod restauracją, nie spotkałem prawie nikogo.
Jelenia Góra

Wszyscy wiemy jak w centrum miasta ciężko jest znaleźć miejsce na zaparkowanie samochodu, a co dopiero tramwaju. Pewnie dlatego motorniczy, jak raz zaparkował w dobrym miejscu, postanowił już się z niego nie ruszać i przerobił tramwaj na kiosk.

Jelenia Góra

Dobrze, że trafiłem na hotel Jelonek. W Jeleniej Górze ta nazwa może nie brzmi zbyt oryginalnie, ale zacne i godne polecenia miejsce. 150 zł ze śniadaniem i duży pokój. Czegóż więcej może potrzebować konsultant, który jeszcze w poniedziałek miał pięć łajtspotów w tygodniu.

Jelenia Góra

Warto tylko wiedzieć, że parking jest od tyłu. Więc GPS należy nastawić nie na 1-go Maja 3, ale na Górną 9.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Mój Dzień Niepodległości

W tym roku Dzień Niepodległości w kalendarzu wypadał doskonale. Wolny poniedziałek oznaczał dłuuugi weekend, a to przecież lubimy najbardziej. Można przecież tyle zaplanować. No i ta duma. W końcu gdyby nie my, a raczej nasi (pra)dziadkowie, to by było ...
Już raz ratowaliśmy całą Europę pod Wiedniem, a teraz pod Warszawą!

Plany były piękne, a wyszło jak zawsze.

Dzień Niepodległości i Fraport

Dla naszego klienta 11 listopada nie jest dniem świątecznym. Co gorsza, jest to dzień testów CRP, więc o negocjacjach późniejszego dojazdu nie było raczej mowy. W końcu chcemy być profesjonalistami, nawet jeśli tego nikt specjalnie nie docenia.

W Warszawie narodowo-patriotyczne rozróby; ranni policjanci, coś podpalone a co innego zdemolowane. Niby to święto narodowe, ale jakoś nie jestem już dumny. Jakoś ten nasz patriotyzm się wyrodził, podobnie jak cała klasa polityczna.

A w Stavanger o 16-tej już ciemno i pada. Skoro jednak to może być już moja ostatnia wizyta w tym projekcie, to przecież muszę się z tym miejscem jakoś pożegnać.

Gamle Stavanger

Przeszedłem się po zaułkach Gamle Stavanger i pożegnałem się ze starymi znajomymi. Z domkiem przed którym rok temu fotografowałem Halę, z uliczkami, których zdjęcia wiszą w naszym salonie,
Gamle Stavanger

Gamle Stavanger

Gamle Stavanger

Pewnie wyglądałem nieco dziwnie wędrując nocą po pustych uliczkach, w deszczu z aparatem, ale jeśli nawet ktoś z przechodniów robił jakieś uwagi, to i tak ich nie rozumiałem bo to po norwesku.

Gamle Stavanger

Fontanna w jeziorku w centrum miasta już została wyłączona na zimę, więc tego zmaszczonego zdjęcia już nie poprawię, ale za to łabędź przyszedł się pożegnać.

Gamle Stavanger

Ciekawe z jakiego miejsca będę zbierał zdjęcia w następnym projekcie.