Często jest tak, że jeśli nawet żyjemy w ładnym albo ciekawym miejscu, to codzienność powszednieje i nie zauważamy pozytywnych stron lub punktów mieszkania w danym miejscu. W pewnym momencie ktoś nas odwiedza, a my zachodzimy w głowę, ... co im pokazać? Przecież tu niczego specjalnego nie ma. A jednak coś zwykle bywa.
Wrocław szczyci się swoimi krasnalami, a Gliwice mają swoje rzeźby kwiatowe. W wielu miejscach miasta stoją kwietne ozdoby, które swoim wyglądem nawiązują do danego miejsca.
Koło lasku podmiejskiego mamy kolarzy, koło jednostki wojskowej mamy
czołg, koło strefy przemysłowej pszczołę, a w dzielnicy Łabędy - łabędzia.
Ozdoby te są odnawiane co wiosnę i przez całe lato systematycznie podlewane. Tak więc widać, że nie jest to jednorazowa akcja, tylko systematycznie prowadzony projekt.
Postanowiłem tego lata odwiedzić każdą z rzeźb i uzbierać pełna ich kolekcję. Na pewno nie będę pierwszy, ale ta kolekcja będzie moja własna.
Skoro i tak już muszę tyle jeździć, to się trochę porozglądam. Gdyby nie fotografia, nie zauważyłbym wielu atrakcyjnych rzeczy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulice. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 8 września 2014
czwartek, 5 grudnia 2013
Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej Inkwizycji
Już miało być tak pięknie. Tydzień bez jednego wyjazdu, praca tylko z domu i powolne wchodzenie w nastrój zbliżających się świąt... Tak właśnie zapowiadał się ten tydzień.
Niestety już we wtorek odebrałem wiadomość od Pawła, że w czwartek mam umówioną wizytę w Kamiennej Górze. Wieczorem dostałem od Piotra sms-a o niecierpiącej zwłoki, środowej wizycie w Krakowie, a jeszcze później Kinga napisała triumfalnego emaila, że w końcu udało Jej się umówić mnie na piątek w Bolesławcu. Dobrze, że luźny tydzień świętowałem w domu, więc mogłem od razu przystąpić do prasowania koszul.
Kamienna Góra to już prawie Karkonosze, przynajmniej tak się wydaje z perspektywy Gliwic. Wypytałem więc Magdę czy da się stamtąd zobaczyć Śnieżkę. Obiecała mi, że z cmentarza się da. Przy okazji uświadomiła mi też, że Bolesławiec to nie to samo co Bolków, więc rad nie rad hotel zarezerwowałem w Jeleniej Górze.
Śnieżki nie zobaczyłem, bo po wyjściu z fabryki było już całkiem ciemno i w dodatku wichura chciała urwać mi głowę. Nastawiłem się więc na uroki nocnego życia w Jeleniej Górze. Ta jednak też nie powaliła mnie gwarem i nie wciągnęła mnie w wir nocnego życia. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wydała mi się nieco odludna.
Była dopiero 8 wieczorem, a oprócz kilku pań czekających pod restauracją, nie spotkałem prawie nikogo.
Dobrze, że trafiłem na hotel Jelonek. W Jeleniej Górze ta nazwa może nie brzmi zbyt oryginalnie, ale zacne i godne polecenia miejsce. 150 zł ze śniadaniem i duży pokój. Czegóż więcej może potrzebować konsultant, który jeszcze w poniedziałek miał pięć łajtspotów w tygodniu.
Warto tylko wiedzieć, że parking jest od tyłu. Więc GPS należy nastawić nie na 1-go Maja 3, ale na Górną 9.
Niestety już we wtorek odebrałem wiadomość od Pawła, że w czwartek mam umówioną wizytę w Kamiennej Górze. Wieczorem dostałem od Piotra sms-a o niecierpiącej zwłoki, środowej wizycie w Krakowie, a jeszcze później Kinga napisała triumfalnego emaila, że w końcu udało Jej się umówić mnie na piątek w Bolesławcu. Dobrze, że luźny tydzień świętowałem w domu, więc mogłem od razu przystąpić do prasowania koszul.
Kamienna Góra to już prawie Karkonosze, przynajmniej tak się wydaje z perspektywy Gliwic. Wypytałem więc Magdę czy da się stamtąd zobaczyć Śnieżkę. Obiecała mi, że z cmentarza się da. Przy okazji uświadomiła mi też, że Bolesławiec to nie to samo co Bolków, więc rad nie rad hotel zarezerwowałem w Jeleniej Górze.
Śnieżki nie zobaczyłem, bo po wyjściu z fabryki było już całkiem ciemno i w dodatku wichura chciała urwać mi głowę. Nastawiłem się więc na uroki nocnego życia w Jeleniej Górze. Ta jednak też nie powaliła mnie gwarem i nie wciągnęła mnie w wir nocnego życia. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wydała mi się nieco odludna.
Była dopiero 8 wieczorem, a oprócz kilku pań czekających pod restauracją, nie spotkałem prawie nikogo.
Wszyscy wiemy jak w centrum miasta ciężko jest znaleźć miejsce na zaparkowanie samochodu, a co dopiero tramwaju. Pewnie dlatego motorniczy, jak raz zaparkował w dobrym miejscu, postanowił już się z niego nie ruszać i przerobił tramwaj na kiosk.
Dobrze, że trafiłem na hotel Jelonek. W Jeleniej Górze ta nazwa może nie brzmi zbyt oryginalnie, ale zacne i godne polecenia miejsce. 150 zł ze śniadaniem i duży pokój. Czegóż więcej może potrzebować konsultant, który jeszcze w poniedziałek miał pięć łajtspotów w tygodniu.
Warto tylko wiedzieć, że parking jest od tyłu. Więc GPS należy nastawić nie na 1-go Maja 3, ale na Górną 9.
sobota, 29 czerwca 2013
Ulicznicy - Urchins
This time I spent evening looking at 7-th International Festival of Street Art in Gliwice. Maybe it wasn't very sofisticated art, but it was nice to see that young people engage in cultural activities or sports.
It's nice to know, that my home city is alive.
Of course, mainly kids had fun but their parents also looked amused.
It's nice to know, that my home city is alive.
środa, 26 września 2012
Prawie jak San Francisco
"Prawie" robi wielką różnicę, ale pomimo to muszę przyznać, że jest tu malowniczo. Dzisiaj po pracy postanowiłem zapolować na strome uliczki. Ma je San Francisco, ma je Lizbona, więc dlaczego Stavanger miałoby pozostać w tyle?
Ponieważ cały teren jest tutaj pofalowany i skalisty, takie widoki można zobaczyć nie tylko w Starym Stavanger. Sporo ulic w tym mieście wspina się stromo, lub jak ktoś woli, to stromo opada.
Ponieważ cały teren jest tutaj pofalowany i skalisty, takie widoki można zobaczyć nie tylko w Starym Stavanger. Sporo ulic w tym mieście wspina się stromo, lub jak ktoś woli, to stromo opada.
Subskrybuj:
Posty (Atom)