Moja wizyta w Zamościu była przy okazji, trochę jak to bywało za dawnych lat, kiedy to jeździłem służbowo po całej Polsce i "przy okazji" starałem się jeszcze coś zobaczyć. To jest dość daleko, i zapewne specjalnie bym się tam nie wybrał, ale skoro i tak jechałem w tamte strony, to nadłożyłem jeszcze trochę i obejrzałem w końcu ten sławny Zamość.
Zamość to ładne i zadbane miasto. Przyjechałem akurat na początku jesieni i zaparkowałem w pobliżu zadbanego parku miejskiego.
Zwiedzanie miasta to przede wszystkim rynek i starówka w obrębie murów. Początkowo trafiłem na krasnala, prawie takiego jak we Wrocławiu i pamiątkę po morskich tradycjach Zamościa, ale zaraz potem byłem już tam gdzie należało.
Zamość był twierdzą i na szczęście dla turystów mury obronne i fortyfikacje pozostały do dzisiaj. Wewnątrz fortyfikacji znajduje się stare miasto i dokładnie wiadomo jak daleko należy chodzić i zwiedzać. Mury zatrzymały Szwedów na zewnątrz, a turystów za to trzymają wewnątrz.
Po dwóch godzinach nieco chaotycznego wałęsania się po starówce przyszła pora na pilny powrót do Świdnika. Pomimo, że czułem jeszcze spory niedosyt tego miejsca, słoneczna pogoda zdawała się kończyć i dzięki temu jakoś mniej było szkoda się pozbierać. Jeszcze ostatni rzut oka na ratusz, rynek ze schodów ratusza i znowu do samochodu.
eof
