wtorek, 27 stycznia 2026

SOTA Borówkowa

Trzeci z zaplanowanych pięciu szczytów Sudetów Wschodnich to Borówkowa SP/SW-003. Wybrałem trasę z Przełęczy Lądeckiej i dojazd od czeskiej strony. Już sama droga pełna serpentyn, przez Travna, jest atrakcją. Przynajmniej dla kierowcy który na codzień mieszka na równinach. Dość okazały kościół jak na taką niewielką miejscowość, wciśnięty w wąski wąwóz drogi, skłonił mnie do zatrzymania się i zrobienia zdjęcia. Widok ten dał mi przedsmak górskiej egzotyki.

Borówkowa

Po dotarciu do Przełęczy Lądeckiej zobaczyłem taki oto widok. Górki jak górki, ale to niebo! Wyjeżdżałem z domu przy stuprocentowym zachmurzeniu, kierując się głównie prognozą pogody. I sprawdziło się. Niczego lepszego nie mogłem oczekiwać.

Borówkowa

Szlakowskaz zapowiadał godzinę do szczytu. Mnie zajęto to więcej czasu, częściowo dlatego, że chodzę naprawdę powoli, a częściowo dlatego, że zboczyłem nieco ze szlaku by wejść na pobliski Ostry Vrch. Zainteresowała mnie ta nazwa, ponieważ już raz byłem na takiej górze w masywie Czantorii. Najwyraźniej w Czechach jest wiele szczytów o takiej nazwie.

A na szczycie mamy wieżę widokową. Sam szczyt jest zalesiony, więc wieża widokowa jest tu bardzo pożądaną  atrakcją. Planowałem nawet nadawać z górnego tarasu, tak by uzyskać jak największy zasięg, ale porywisty wiatr przegonił mnie z tamtąd, jeszcze zanim rozwinąłem antenę. Ewakułowałem się więc w podskokach na dół i sesję radiową zrobiłem z ławki u podnóża wieży.

Borówkowa

Borówkowa


Tym razem udało mi się przeprowadzić tylko dziesięć łączności, co wystarcza do zaliczenia aktywacji SOTA. Trwało to mniej niż 20 minut, ale i tak wychłodziłem się tym siedzeniem na ławce. Gdy już nikt więcej nie odpowiadał na moje wywołania, zwinąłem się i szybkim marszem w dół starałem się ponownie rozgrzać.

Borówkowa

Początkowo widoki na północną stronę były super, ale te na południe ostrzegały mnie, że dobra pogoda już się kończy. W końcu ten wiatr przywiał co miał przywiać. W dół szedłem jednak już zgodnie ze znakami i po czterdziestu pięciu minutach byłem już przy samochodzie. A w aucie wiatr już nie był mi straszny. 

Borówkowa

Borówkowa

Jeszcze tylko dwie i pół godziny za kierownicą i byłem w domu. Bardzo udany relaks i kolejne 6 punktów ;-)

eof

środa, 21 stycznia 2026

SOTA Jawornik Wielki

Jawornik to mój drugi szczyt w grupie Sudetów Wschodnich. Chcę odwiedzić je wszystkie tej zimy i w ten sposób zdobyć kolejną odznakę SOTA. Dojście z przełęczy Jawornickiej jest łatwe, więc tego dnia nie powinno być z tym kłopotu.

Start jest łagodny, a jak się trochę zboczy z trasy, to dodatkowo można zobaczyć Śnieżnik. Cel mojej  późniejszej wyprawy.

Jawornik Wlk.

Jawornik Wlk.

Dojście pod szczyt jest łatwe, ale trzeba dobrze wypatrywać znaków. Nie cały czas idzie się leśną drogą. 

Jawornik Wlk.
 
Jawornik Wlk.

Sam szczyt jest zarośnięty drzewami, ale na szczęście jest tam platforma widokowa. Przez jeszcze kolejne kilka lat będzie można zobaczyć z niej nizinę i Jezioro Otmuchowskie.  

Jawornik Wlk.

Jawornik Wlk.

Nic dziwnego, że z takich lokalizacji nikt z Krakowa mnie nie słyszał, ze Śląska nieliczni, za to Wrocław i Dolny Śląsk okazały się być słyszane jak po sąsiedzku. 2,5 W wystarczyło na połączenie z Wrocławiem, 5 W to standardowo działało w Gliwicach, a na 20 W zewsząd otrzymałem raport 59+.

A po łącznościach tą samą drogą do samochodu. 12 łączności, 6 punktów SOTA i poł dnia na świeżym powietrzu, dały naprawdę udany dzień.

Jawornik Wlk.

eof

piątek, 9 stycznia 2026

SOTA Biskupia Kopa

Biskupia Kopa nie jest specjalnie wybitnym szczytem, a od strony południowej podejście jest szczególnie łatwe. Ponieważ było to dla mnie pierwsze zimowe wejście w tym roku, wybrałem wariant uproszczony. W sam raz dla rodzin z dziećmi i seniorów. 

Biskupia Kopa

Zdecydowałem się na wyjazd akurat czwartek, ponieważ wszystkie trzy używane przeze mnie prognozy pogody zapowiadały na ten dzień słońce. A światło słoneczne dla fotografa w zimowym lesie jest bezcenne. No ale z prognozami już jest tak, że nie zawsze się spełniają. Grube i niskie chmury spowodowały to, że wędrowałem w szarym, prawie monochromatycznym lesie.

Biskupia Kopa
   
Biskupia Kopa

Na szczyt doszedłem w niecałą godzinę. Po drodze mijałem dwa punkty widokowe, z których niewiele było widać, skrzyżowanie szlaków i dwa krzyże pojednania katolicko protestanckiego. Na szczycie jest wieża widokowa, ale jest ona otwarta jedynie wtedy, gdy jest dużo zwiedzających. Moja nadzieja na nadawanie z podwyższenia okazała się płonna. Ale na szczęście jest tam wiata turystyczna z prawdziwego zdarzenia. Tak więc tym razem obeszło się bez siedzenia na śniegu. Miałem prawdziwy radio shack.  

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Część radiowa wycieczki udała się znakomicie. Nawiązałem 22 łączności i zdobyłem kolejne 6 punktów SOTA. Tym razem większość korespondentów była z okręgu szóstego, czemu wędrując po Sudetach nie należy się dziwić. 

Za to podczas powrotu do samochodu słońce nieco przestało się na mnie boczyć i wyjrzało na 15 minut przez dziurkę od klucza w chmurach. Było tego tyle co kot napłakał, ale jednak zobaczyłem zimowy las w jego lepszej odsłonie.

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Biskupia Kopa

Z turystycznego punktu widzenia ta wycieczka nie była wielkim wyczynem, ale zawsze jakieś to rozpoczęcie sezonu 2026.


eof

sobota, 27 grudnia 2025

SOTA Ostry Vrch

Na koniec roku wybrałem sobie coś małego i łatwego. Ot tak, by otrząsnąć się ze świątecznego zasiedzenia. Postanowiłem wejść na Ostry Vrch z polany Budzin. 

Bacówka z Polany Budzin nie przypomina swoim kształtem schroniska turystycznego, ale za to jej widok dobrze ilustruję panującą tego dnia pogodę. Zdawała się być zawieszona gdzieś w nicości. Według prognozy pogody miało być słonecznie i liczyłem na widoki. A tu mleko. No cóż, trzeba było iść w taką pogodę jaka mnie tu przywitała. 

Ostry Vrch

Z powodu tej mgły las był nieco mroczny, szedłem nie szlakiem lecz pasem granicznym i wszystko wyglądało tam trochę tak jakbym szedł na przełaj. Na szczęście po ostatnich opadach śniegu szedł już tędy ktoś z psem, więc ich ślady prowadziły mnie przez te zarośla. 

Ostry Vrch

Na gałęziach wisiały igły zlodowaciałego szronu. Widać wiało głównie od południa i mgła tak się stopniowo krystalizowała. Niestety bez słońca nawet te lodowe igły nie wyglądały specjalnie atrakcyjnie.

Ostry Vrch

Już wiem dlaczego Ostry Vrch nazywa się Ostry. Jest tam stromo. A zimą jeszcze bardziej wydaje się być stromo. Najpierw ze szlaku zchodzi się mocno w dół a potem naprawdę stromo podchodzi się na szczyt.  Nazwa jest naprawdę zasłużona.

Ostry Vrch

Na szczycie przeprowadziłem 18 łączności. Tak więc z radiowego punktu widzenia wycieczka udała się znakomicie. Udało mi się zrealizować założony cel i w tum roku zdobyłem 114 punktów. Wystarczająco dużo na brązową odznakę aktywatora.

A potem powrót po stromiźnie w dół i ponownie do góry na szlak. Raczki tym razem uratowały mi skórę. Nawet po takich niepozornych szlakach beskidzkich raczki i kijki w zimie wydają się być nieocenione.

Ostry Vrch

A na koniec pogoda sprawiła mi ładnego psikusa. Jak już dochodziłem do parkingu, mgła się zaczęła rozwiewać i światło zmieniło wszystko. Ukazał mi się po prostu inny świat.

Ostry Vrch

Ostry Vrch

Nie mogło tak być od razu? Było już dobrze po południu i byłem zbyt zmęczony żeby wrócić na szczyt po oczekiwane widoki, ale cóż.  Nawet kontenerowa bacówka wróciła do realnego krajobrazu. Pozostało mi tylko postać tu chwilę dłużej, porozglądać się i nacieszyć tym co Beskidy postanowiły mi dać.

Ostry Vrch


Ostry Vrch

Ostry Vrch

eof

sobota, 20 grudnia 2025

SOTA Prusów

Żabnica Skałka to dobry punkt startowy do wycieczki po okolicznych szczytach. Przeszedłem już większość z nich latem, w trakcie jednodniowych wypadów, ale na wiosnę chciałbym spędzić tu kilka dni na mini trekingu starszego pana. Startując ze Skałki można zaliczyć Prusów, Lipowską i Romankę nie zchodząc z góry i nocując w dwóch schroniskach na Hali Boraczej i na Rysiance.

Parking w Żabnicy Skałce

Wczorajsza wycieczka na Prusów była bardzo udana. Z jednej strony było już za połową grudnia, a według regulaminu SOTA należały się z tego powodu dodatkowe punkty za wejścia zimowe, ale w rzeczywistości pogoda była wciąż tak trochę październikowa. Podejście nie zbyt strome a i dystans umiarkowany. Po niecałych dwóch godzinach byłem już na przełęczy, na Hali Boraczej. 

Podejście na Halę Boraczą

Podejście na Halę Boraczą

A z przełęczy nagrodą za wysiłek był taki widok. 

Widok z Hali Boraczej na Wielką Raczę

Można oczekiwać czegoś więcej? 

Samo dojście na szczyt Prusów prowadzi przez takie sobie łąki. Nie było zimno, ale kałuże w cieniu pozostawały pokryte lodem. Po drugiej stronie doliny widziałem szczyt Romanki, która w lecie dała mi tak w kość. A na grzbiecie wiało. Mocno wiało.

Dojście na szczyt Prusów

Prusów

Sam szczyt jest położony w lesie i nie ma tam nawet ścieżki. Na szczęście dla mnie, ten las to plantacja desek, drzewa są posadzone w równych szeregach, więc dało się jakoś tam dojść, kierując się bardziej nawigacją niż wzrokiem. Swój obóz radiowy rozbiłem już poza lasem, nieco po północnej stronie stoku. Raz, że mniej tam wiało a dwa, że ekspozycję chciałem mieć na północ, gdzie są moi korespondenci.

Obóz radiowy

Mimo w sumie wczesnej pory dnia udało mi się nawiązać 18 połączeń. Tak więc aktywacja SOTA była więcej niż udana. Najdalsza łączność w paśmie 2 metrów była z Janem SQ7AEC z Pabianic. 

Za to w drodze powrotnej widok na schronisko, Halę Boraczą i Lipowski Wierch, o zachodzie słońca był po prostu wisienką na torcie.

Hala Boracza

I to była chyba już ostatnia wycieczka w góry w tym roku. Góry wciąż są, ale rok się kończy ;-)

eof

czwartek, 18 grudnia 2025

SOTA Łamana Skała

Pilsko mnie pokonało. Prawdziwa zima, niespodziewany śnieg i spodziewany wiatr, to było jednak już za dużo dla mnie. Wyglądało to na definitywny koniec sezonu i konieczność czekania na kolejne wycieczki aż do kwietnia. Ale na szczęście jeszcze raz los przypomniał mi, że nigdy nie należy mówić nigdy. Po prostu nie należy się poddawać. 

Z pewnymi obawami wybrałem się pomimo połowy grudnia na wycieczkę, na Łamaną Skałę. No i okazało się, że po zimie nie ma tam śladu. Śnieg leżał wyłącznie na sztucznie naśnieżanym stoku i pod wyciągiem. Te mini łatki śniegu leżące w zagłębieniach terenu, to się w ogóle nie liczyły. Zupełnie inny świat niż poprzednim razem.

Łamana Skała

Oczywiście, zanim wszedłem na słoneczny grzbiet, musiałem trochę podreptać zacienioną doliną. Było nieco mgliście i błotniście, ale słońce już zapowiadało udany dzień. Niestety dla mnie, nieco później było też bardzo stromo. 

Łamana Skała

Ale cały ten mój wysiłek został później sowicie nagrodzony. Na przełęczy pod Madohorą jest skrzyżowanie szlaków prawie jak na autostradzie, niemniej spotkałem tam tylko dwie osoby. W sumie pasowała mi ta samotna wędrówka. Nikt się nie patrzył jak sapałem i się wlokłem pod górę. A tam ciągle październik!

Łamana Skała

Łamana Skała

Doszedłem do Łamanej Skały i rozbiłem tam radiowy biwak. Jak zwykle, udało mi się nawiązać kilkanaście łączności, zaliczyć aktywację szczytu i naładować emocjonalny akumulator satysfakcją do pełna. 

Łamana Skała

Łamana Skała

Na kolejnej wycieczce przetestują radio ręczne. Może nie potrzebuję jednak taszczyć wszystkiego i 5 watów jednak wystarczy?

eof


czwartek, 20 listopada 2025

SOTA Pilsko

Mamy już połowę listopada a mi wciąż brakuje 12 punktów SOTA. Chciałem się sprężyć i nadrobić to opóźnienie. Wybrałem się więc na Pilsko. To słowacka góra, a dla Słowaków to ona nie jest zbyt wysoka więc jest wyceniona tylko na sześć punktów. Ale to drugi, najwyższy szczyt w Beskidzie Żywieckim, więc nie wypadało jej pominąć. 

Pojechałem na przełęcz Glinne i ruszyłem najkrótszym szlakiem granicznym do góry. Już na parkingu zobaczyłem ujmujący widok zimowego lasu, ale wtedy jeszcze nie dotarło do mnie co to dla mnie oznacza.

Pilsko

Szlak początkowo był bardzo błotnisty i prowadził przez wysoki las. Mimo raczej słonecznej pogody w lesie jest raczej mroczno więc urozmaicałem sobie wędrówkę wyszukiwaniem plam słońca.

Pilsko

Pilsko

Później zrobiło się bardzo stromo. Nabieranie wysokości jest dla mnie bardzo męczące, więc zatrzymywałem się co chwilę szukając widoków. W tyle, dokładnie w świetle wycinki na granicę i szlak widać było Babią Górę, więc było za czym się oglądać.

Pilsko

Pilsko

Pilsko

A szlak piął się i piął, wydawało mi się, że bez końca. Na ogół stromo, a chwilami bardzo stromo. Niestety ścieżką prawie cały czas płynie strumyk, co przy tej pogodzie oznacza błoto oraz lód. To spowalniało mój i tak powolny marsz. Pozostawało mi tylko dalej rozglądać się za słońcem i Babią Górą.
 
Pilsko

Pilsko

Pilsko

Pilsko

Na polski  szczyt Pilska, czyli Szczyt Pięciu Kopców doszedłem godzinę później niż sobie zakładałem. Bardziej zmęczony niż sobie zakładałem, i pogoda na szczycie też była mniej przyjazna niż sobie zakładałem. Rozgrzany podchodzeniem jeszcze nie marzłem, ale jak zobaczyłem że silny wiatr w ciągu paru minut zaciera moje ślady w śniegu, jak zauważyłem że słońce choć jeszcze jest wysoko, ale jakoś takie bardziej pomarańczowe niż żółte, to się zawahałem. Dojść jeszcze 15 minut na właściwy, słowacki szczyt Pilska to może już najmniejszy problem, ale perspektywa rozkładania się z całym radiowym majdanem na tym wietrze, to mi się jakoś mniej podobała. Najbardziej jednak obawiałem się długiego schodzenia po tych wszystkich oblodzonych i zaśnieżonych stromiznach w nadchodzącym zmierzchu. Tak więc pstryknąłem tylko kilka zdjęć i ruszyłem z powrotem na dół. Niby to głupio poddawać się tuż przed celem, ale czasem jednak lepiej liczyć się z własnymi ograniczeniami. 

Pilsko

Pilsko

Pilsko

Na parking wróciłem już w zapadającym zmierzchu. Co prawda znowu nie miałem okazji lub potrzeby wypróbowania rekomendowanej przez Bogdana czołówki, ale chyba moja decyzja o odwrocie prawie z pod samego szczytu była racjonalna. Może następnym razem.

eof