Jakoś tak się porobiło, że choć nasz świat jest w całkowicie uzależniony od techniki, to inżynierowie istotnie utracili swoje znaczenie. Uważamy, że najważniejszą sprawą jest sprzedać i zafakturować a realizacja jakoś pójdzie. Jeśli są potrzebne szkolenia, to przede wszystkim ze sprzedaży i obsługi klienta. Cała techniczna strona projektów, to przecież się jakoś dzieje, więc zarządzać trzeba głównie fakturowaniem.
Przykładem takiej zmiany są telefony komórkowe. Kiedyś były one wyrafinowanym i nowatorskim rozwiązaniem, które mogło być dostarczane jedynie przez przodujące firmy. Teraz telefon można kupić za złotówkę a rozwój całej branży sprowadza się do wyścigu w kreowaniu mód i schlebianiu niekoniecznie racjonalnych zachcianek klientów.
Taka oto przemiana zaprowadziła mnie do Harlemu:
Skoro i tak już muszę tyle jeździć, to się trochę porozglądam. Gdyby nie fotografia, nie zauważyłbym wielu atrakcyjnych rzeczy.
niedziela, 13 maja 2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Notatnik fotoamatora
Mój kolega opowiedział mi kiedyś historię, jak to jedynym efektem tego, że przeczytał bardzo uważnie jakiś rekomendowany podręcznik Fotografii było to, że potem już dokładnie wiedział co w każdym zrobionym przez niego zdjęciu było nie tak. Niestety cała nabyta przez niego wiedza pozwalała mu jedynie na analizę zdjęć po fakcie.
Najwyraźniej jest to sytuacja uniwersalna. Moje zdjęcia bardzo często wydaja mi się być doskonałym notatnikiem, w którym mozolnie zapisuję to, co mam następnym razem poprawić.
Niby dobrze, ale dlaczego nie odszedłem jeszcze parę kroków, na drugą stronę ulicy i w lewo? Było by widać cały front katedry a i wieża zegarowa nie była by tak przysłonięta. Czy Tobie również czasem emocje zwiedzania nowych miejsc odbierają zdolność postrzegania szczegółów?
Najwyraźniej jest to sytuacja uniwersalna. Moje zdjęcia bardzo często wydaja mi się być doskonałym notatnikiem, w którym mozolnie zapisuję to, co mam następnym razem poprawić.
Niby dobrze, ale dlaczego nie odszedłem jeszcze parę kroków, na drugą stronę ulicy i w lewo? Było by widać cały front katedry a i wieża zegarowa nie była by tak przysłonięta. Czy Tobie również czasem emocje zwiedzania nowych miejsc odbierają zdolność postrzegania szczegółów?
piątek, 23 marca 2012
Biotechnologia
Tym razem miałem okazję zobaczyć fabrykę, która żadnej innej fabryki mi nie przypominała. Po pierwsze przed wejściem musiałem założyć ochraniacze na buty, jak w szpitalu. Wpuścili mnie tylko na korytarz, bo byłem „brudny”. Przez okna z korytarza mogłem jedynie zaglądać do pomieszczeń produkcyjnych, w których ludzie w białych i niebieskich fartuchach krzątali się przy stołach, na których prawie nic nie było. Widok trzech gości stojących i deliberujących nad buteleczką jak po syropie, na oko 100 ml, skojarzył mi się z powieścią Eden Stanisława Lema. W kolejnych pomieszczeniach nie było lepiej. Laboranci z namaszczeniem odcinali rureczki z rolki, przelewali jakieś mikroskopijne ilości z buteleczek do flaszeczek i nad każdym ruchem mocno się zastanawiali.
A jak dojechać do takiej fabryki?
Dopiero później, gdy poznałem proces produkcyjny, wszystko stało się bardziej zrozumiałe. Produkcja biologicznych odczynników analitycznych polega na tym, że do baniaka nalewa się pożywkę, wkłada się tam specjalnie wyselekcjonowaną bakterię i ona sobie tam rośnie i rozmnaża się w kontrolowanych warunkach. Najważniejsze jest to, że zjada w tym czasie naszą pożywkę i równocześnie siusia do niej. Po kilku tygodniach z tego roztworu można odwirować lub jakoś inaczej odzyskać produkty odpadowe życia bakterii. W jednych hodowlach to może być insulina, w innych wyrafinowane odczynniki do analiz medycznych. Jak po miesiącu z baniaczka uda się uzyskać 175 mg pewnego specyficznego białka, to jest dobrze. Teraz już było jasne, dlaczego nad buteleczką jak po syropie biedziło się aż trzech specjalistów.
Później wystarczy jak tym razem my nasikamy na kartonik z 8 kropkami i już po chwili, w zależności od tego, które kropki się przebarwią, sami już wiemy, co nam dolega.
A jak dojechać do takiej fabryki?
środa, 7 marca 2012
Uszczelki, przewody i tłumiki drgań
Tym razem trafiłem do fabryki produkującej uszczelki do samochodów. Takie małe jak o-ringi i takie duże, na których osadza się okna. Jeśli w komorze silnika widzicie rury do chłodnicy lub klimatyzacji oraz metalowo-gumowe mocowanie silnika, to one też mogą pochodzić właśnie stąd. Produkcja niby prosta; uformować, zawulkanizować i gotowe, ale w rzeczywistości nic nie jest tak proste na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. A audyt klienta i tak trzeba zaliczyć.
Szkolenie do szesnastej, a potem na miasto. Chociaż pogoda nie zachęca specjalnie do spacerów, nie mogę takiej okazji odpuścić.
Nie tylko Bydgoszcz ma swojego akrobatę na linie. Częstochowa ma też się czym pochwalić. Szkoda tylko, że ta architektura w tle jest taka przeraźliwie banalna. Swoją drogą nie mogę pojąć jak ta rzeźba się utrzymuje na linie i nie spada!
Szkolenie do szesnastej, a potem na miasto. Chociaż pogoda nie zachęca specjalnie do spacerów, nie mogę takiej okazji odpuścić.
Nie tylko Bydgoszcz ma swojego akrobatę na linie. Częstochowa ma też się czym pochwalić. Szkoda tylko, że ta architektura w tle jest taka przeraźliwie banalna. Swoją drogą nie mogę pojąć jak ta rzeźba się utrzymuje na linie i nie spada!
poniedziałek, 20 lutego 2012
Zmiana skali
Czy ja już mówiłem, że lubię szkolenia?
Jak zaczynałem pracę w Firmie, to uważałem, że Firma jest tam gdzie postawię swoją teczkę i rozłożę laptopa, a jej centrala jest we Wrocławiu.
Po kilku latach trafił mi się wyjazd na szkolenie do Amsterdamu i moje wyobrażenie o świecie się zmieniło: ja pracuję tam gdzie postawię teczkę i rozłożę laptopa, biuro jest we Wrocławiu a Firma jest w Amsterdamie. Po kolejnym roku trafiło mi się kolejne szkolenie i moje wyobrażenia uległy kolejnej ewolucji: ja pracuję tam gdzie rozłożę laptopa, biuro jest we Wrocławiu, ładniejsze biuro jest w Amsterdamie ale Firma jest w Santa Barbara.
Ciekawe jak będę postrzegał świat za kolejny rok?
Na razie jest tak:
Ciekawe jak będę postrzegał świat za kolejny rok?
Na razie jest tak:
piątek, 25 listopada 2011
Skuwka, odkuwka, wsuwka
Tak naprawdę to powinno być wytłoczka lub wypraska, ale to już nie brzmiałoby tak wyjątkowo. A ta fabryka jest naprawdę wyjątkowa. Na początku linii produkcyjnej jest wielka szpula, z której skokowo odwija się wstęga blachy. Następnie wielka prasa z matrycą długą na 2 lub 3 metry kolejno wyciska w tej taśmie najpierw dołek, w kolejnym gnieździe matrycy zagłębienie to nabiera kształtu, w kolejnym kształt ten jest już prawie gotowy, następne gniazdo wycina jeszcze jakieś otwory, późniejsze zawija brzegi a na końcu matrycy jedną rynną do kontenera wpadają gotowe wyroby a drugą usuwany jest pokawałkowany odpad. Mnie, co prawda powinno interesować jak w tej firmie zamawiane są materiały i jak planowana jest produkcja, ale gigantyczne prasy i ośmiogniazdowe matryce miały swoisty magnetyzm. A po pracy - szybciutko do Budapesztu…
... a tam Parlament.
piątek, 11 listopada 2011
Uwielbiam szkolenia
Bardzo lubię jeździć na szkolenia i to z wielu powodów. Po pierwsze czuję się wtedy bardziej dowartościowany, mam złudzenie, że teraz to już na pewno coś nowego i lepszego mnie czeka, no i w końcu łatwiej jest przecież słuchać niż samemu mówić. Szczególnie uwielbiam szkolenia w Centrali. Może dlatego, że moja natura została ukształtowana jeszcze w czasach PRL-u, kiedy to nawet wyjazd do NRD był już wyróżnieniem. Nawet wtedy, gdy plan wycieczki obejmuje jedynie lotnisko – hotel – fabrykę – lotnisko, możliwość wyjechania za granice wydaje mi się ciągle czymś bardzo podniecającym.
niedziela, 6 listopada 2011
Zostałem dziadkiem
Syn jest, dom stoi, drzewo rośnie, więc chwilowo pomijając ambicje zawodowe, brakowało tylko wnuków. W tych sprawach niewiele od nas zależy, więc pozostawało jedynie czekać. No i jest, doczekaliśmy się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


