Portal http://www.swiatobrazu.pl/ zaproponował Piękny film o fotografowaniu Arktyki .
Film jest inspirujący i równocześnie przypomina mi banalną prawdę, że unikalnych zdjęć nie da się zrobić to tak, w pięć minut.
Skoro i tak już muszę tyle jeździć, to się trochę porozglądam. Gdyby nie fotografia, nie zauważyłbym wielu atrakcyjnych rzeczy.
niedziela, 8 maja 2016
wtorek, 26 kwietnia 2016
Niedziela w Saltholmen
Pierwsza słoneczna niedziela w Goteborgu! Hura! Pojechałem więc nad morze. Co prawda Goteborg w zasadzie leży nad morzem, ale trochę tak jak Szczecin, a więc trochę mu jednak brakuje.
Nadmorskie dzielnice Goteborga, to zupełnie inna bajka. Cała okolica wygląda trochę jak kurort. Tyle, że można tu dojechać z centrum miasta tramwajem.
Gdzie tylko brzeg na to pozwala, wszędzie są małe lub wielkie przystanie jachtowe. Teraz w kwietniu, sezon się jeszcze nie zaczął, ale i tak było tu sporo ludzi, którzy pewnie podobnie jak ja, starali się złapać pierwsze wiosenne słońce.
Okazuje się, że na wyspach archipelagu mieszka naprawdę sporo ludzi, i dlatego bilet tramwajowy upoważnia do przesiąścia się na prom i popłynięcia dalej, do domu.
Ląd nie od razu się tak całkiem kończy i trochę się siłuje z morzem, kto ma tu dominować. Dlatego promy trochę się muszą poprzeciskać pomiędzy skałami, zanim wypłyną na otwarte wody. Ale taki właśnie jest szkier.
A pomiędzy promami spacerowicze trochę się włóczą, na jachtach lub kajakach.
Ja jednak dalej już nie mogłem. Pozostało mi tylko porozglądać się po nabrzeżnych skałkach i odtrąbić powrót do hotelu.
Dwie godziny na słońcu i świeżym powietrzu naprawdę sprawiają cuda. Wróciłem zmęczony, ale jakoś taki pełny energii. Gorąco Was zachęcam do łapania pierwszych słonecznych dni na zewnątrz.
Nadmorskie dzielnice Goteborga, to zupełnie inna bajka. Cała okolica wygląda trochę jak kurort. Tyle, że można tu dojechać z centrum miasta tramwajem.
Gdzie tylko brzeg na to pozwala, wszędzie są małe lub wielkie przystanie jachtowe. Teraz w kwietniu, sezon się jeszcze nie zaczął, ale i tak było tu sporo ludzi, którzy pewnie podobnie jak ja, starali się złapać pierwsze wiosenne słońce.
Okazuje się, że na wyspach archipelagu mieszka naprawdę sporo ludzi, i dlatego bilet tramwajowy upoważnia do przesiąścia się na prom i popłynięcia dalej, do domu.
Ląd nie od razu się tak całkiem kończy i trochę się siłuje z morzem, kto ma tu dominować. Dlatego promy trochę się muszą poprzeciskać pomiędzy skałami, zanim wypłyną na otwarte wody. Ale taki właśnie jest szkier.
A pomiędzy promami spacerowicze trochę się włóczą, na jachtach lub kajakach.
Ja jednak dalej już nie mogłem. Pozostało mi tylko porozglądać się po nabrzeżnych skałkach i odtrąbić powrót do hotelu.
Dwie godziny na słońcu i świeżym powietrzu naprawdę sprawiają cuda. Wróciłem zmęczony, ale jakoś taki pełny energii. Gorąco Was zachęcam do łapania pierwszych słonecznych dni na zewnątrz.
niedziela, 24 kwietnia 2016
Spacer po pracy
W zeszłym tygodniu wybraliśmy się po kolacji na spacer po mieście. Niby zimno i już mało co widać, więc łazić tak bez celu nie bardzo było poco, ale siedzieć co wieczór w hotelu, też nie zabardzo nam się uśmiechało. Tak więc zdecydowaliśmy się trochę przejść. Ja opowiadałem Marcinowi o atrakcjach fotografowania po ciemku, a Marcin rewanżował mi się zachwalając uroki wędkowania.
O hotelu urządzonym w starym żaglowcu Viking wiedzieliśmy od dawna. Codziennie przejeżdżamy koło niego w drodze do i z pracy. Ale tak postać chwilę i spokojnie popatrzeć na niego, to coś zupełnie innego. Marcin pilnował, żeby nogi statywu nie zjechały mi z mostu do rzeki, a ja w tym czasie czarowałem Go opowiadaniem o niuansach techniki.
Później Marcin opowiadał mi o wędkowaniu i woderach, aż zaszliśmy do miejsca, z którego widać było znajomą wieżę dawnej fortecy. Niestety za torami kolejowymi. Szwedzi są bardzo pro ekologiczni, więc tu wszędzie jest pełno torów, albo kolejowych, albo tramwajowych.
Prawdę mówiąc to było trochę desperackie. Jakoś przeszliśmy pod ślimakami wjazdów na śródmiejską autostradę, Szwedzi są również bardzo pragmatyczni, przeszli przez przejazdy kolejowe, i już byliśmy na miejscu.
Prawdę mówiąc bałem się, że już przez resztę roku będę swój wolny czas po pracy spędzał tutaj chodząc po ciemku wzdłóż torów kolejowych. Niepotrzebnie. Na północy zimą wieczory są długie, ale latem, to prawie ich wcale nie ma. Już zaczynam to na szczęście dostrzegać :)
O hotelu urządzonym w starym żaglowcu Viking wiedzieliśmy od dawna. Codziennie przejeżdżamy koło niego w drodze do i z pracy. Ale tak postać chwilę i spokojnie popatrzeć na niego, to coś zupełnie innego. Marcin pilnował, żeby nogi statywu nie zjechały mi z mostu do rzeki, a ja w tym czasie czarowałem Go opowiadaniem o niuansach techniki.
Później Marcin opowiadał mi o wędkowaniu i woderach, aż zaszliśmy do miejsca, z którego widać było znajomą wieżę dawnej fortecy. Niestety za torami kolejowymi. Szwedzi są bardzo pro ekologiczni, więc tu wszędzie jest pełno torów, albo kolejowych, albo tramwajowych.
Prawdę mówiąc to było trochę desperackie. Jakoś przeszliśmy pod ślimakami wjazdów na śródmiejską autostradę, Szwedzi są również bardzo pragmatyczni, przeszli przez przejazdy kolejowe, i już byliśmy na miejscu.
Prawdę mówiąc bałem się, że już przez resztę roku będę swój wolny czas po pracy spędzał tutaj chodząc po ciemku wzdłóż torów kolejowych. Niepotrzebnie. Na północy zimą wieczory są długie, ale latem, to prawie ich wcale nie ma. Już zaczynam to na szczęście dostrzegać :)
sobota, 16 kwietnia 2016
Duma Goteborga
Najsławniejsza w Goteborgu jest fabryka Volvo, ale powodów do dumy to mieszkańcy miasta mają chyba więcej. Na przykład historia sławnej firmy Hasselblad.
... część przedstawia szwedzkie krajobrazy, ...
... inne zaś szwedzkie społeczeństwo. Szwedzkich prawników, szwedzkich imigrantów i szwedzkich robotników.
W latach trzydziestych pan Victor Hasselbald prowadził sklep fotograficzny. Wtedy też skonstruował swoją legendarną lustrzankę, a następnie założył fabrykę produkującą te aparaty.
Obecnie biznes nieco podupadł, całą branżę zdominowała japońska elektronika, ale Firma dzielnie walczy i zapowiada powrót na ekskluzywne salony. Ceny, podobnie jak i samochodów Volo, nie są dla przeciętnego zjadacza chleba, ale pomarzyć zawsze można.
Natomiast prestiż rodziny i marki jest podtrzymywany. Centrum Hasselblad organizuje różne wystawy fotograficzne i jest to elegancka galeria. Część wystawianych tu zdjęć jest całkiem arystyczna, więc ciężko jest je zinterpretować, ...
... część przedstawia szwedzkie krajobrazy, ...
... inne zaś szwedzkie społeczeństwo. Szwedzkich prawników, szwedzkich imigrantów i szwedzkich robotników.
Całą historię państwa Erny i Viktora Hasselblad oraz historię ich firmy można prześledzić na stronie http://www.hasselbladhistorical.eu/HS/HSGot.aspx.
niedziela, 10 kwietnia 2016
Na niby czy naprawdę?
Codziennie przed pracą idziemy na dworzec kolejowy, aby kupić tam kanapki do pracy. Niezmiennie, za każdym razem, spotykam tam rzeźbę płaczącej dziewczynki. Nie mogę wręcz obojętnie przejść, bez zwrócenia na nią uwagi. Próbuję sobie mówić, że może tylko mróży bawiąc się w chowanego, albo tak tylko udaje, żeby coś wymusić, ale i tak za każdym razem jest mi jej jakoś żal.
Taka jest właśnie sztuka. Musi wzbudzać emocje.
A oto komentarz autorki: "Na ile rozumiesz dziecięce
emocje?"
Ta żeźba jest
częścią projektu „Płaczące Dziewczynki” realizowanego przez brytyjską artysktę
Laurę Ford, przy współpracy z organizacją „Pilane Skulpturpark”.
niedziela, 13 marca 2016
Volvo Museum
Kolejna niedziela wypadła w Goteborgu i jak zwykle panowała tu szwedzka pogoda. Zero słońca a wiatr od morza nósł ze sobą drobniuteńkie kropelki, ni to deszczu ni to mgły. Desmond twierdzi, że Szkoci mówia na takie coś "har".
Nie pozostało nam nic innego jak ukulturalniać się w kolejnym muzeum lub zwiedzać kolejne stare kościoły. Tym razem padło na muzeum Volvo.
Firma powstała w latach 20-tych i jej pierwszym modelem samochodu był kabriolet wzorowany na samochodach angielskich.
O ile zamiłowanie do kabrioletów w deszczowej Anglii wydaje się być dość dziwne, o tyle w Szwecji nie przyjęły się one zupełnie. Dlatego kolejny model był już zadaszony.
Ilość bogatych ludzi była jednak ograniczona, więc okazało się, że głównymi produktami firmy są samochody ciężarowe i autobusy.
Samochody ciężarowe wyparły wozy konne, chociaż były od nich niewiele ładowniejsze, ale to autobusy miały największy wpływ na rozwój społeczeństwa. Nareszcie mieszkańcy wsi i małych miejscowości mogli dojeżdżać do miasta na targ lub poszukiwać tam pracy.
W latach 30-tych samochody wyglądały już bardziej znajomo, choć jeszcze dziwnie;
... a taki, tylko pomarańczowy, to nawet stał przed naszym blokiem, w czasach gdy nasze dzieci były jeszcze małe;
W latach 60-tych Volvo walczyło na arenie sportowej, ale o trofeach nic nie napisali, więc chyba tylko na udziale w rajdach się skończyło;
Największe zainteresowani wzbudzały jednak te eksponaty, na które można było się wdrapać. To tu właśnie najmocniej odczuwam, że do muzeum przychodzą głównie rodzice z małymi dziećmi, wycieczki szkolne i konsultanci na delegacji.
Czy pomyślelibyście, że Volvo chciało kiedyś produkować małe samochody miejskie?
Ale z drugiej strony, ta firma zawsze szukała nowych rozwiązań; a to jedna z pierwszych ciężarówek z turbodoładowanym silnikiem diesla;
lub tak modny dzisiaj samochód z napędem elektrycznym;
Dla ciekawych, pokazano jak samochód jest zrobiony w środku:
Pokazano również specjalny model samochodu dla facetów jeżdżących z androgeniczną żoną, która zawsze wie lepiej jak należy jechać:
No i jeszcze dużo więcej. Reszta zabawek pojawi się za parę dni. Żeby was nie zanudzić za długim postem.
Nie pozostało nam nic innego jak ukulturalniać się w kolejnym muzeum lub zwiedzać kolejne stare kościoły. Tym razem padło na muzeum Volvo.
Firma powstała w latach 20-tych i jej pierwszym modelem samochodu był kabriolet wzorowany na samochodach angielskich.
O ile zamiłowanie do kabrioletów w deszczowej Anglii wydaje się być dość dziwne, o tyle w Szwecji nie przyjęły się one zupełnie. Dlatego kolejny model był już zadaszony.
Ilość bogatych ludzi była jednak ograniczona, więc okazało się, że głównymi produktami firmy są samochody ciężarowe i autobusy.
Samochody ciężarowe wyparły wozy konne, chociaż były od nich niewiele ładowniejsze, ale to autobusy miały największy wpływ na rozwój społeczeństwa. Nareszcie mieszkańcy wsi i małych miejscowości mogli dojeżdżać do miasta na targ lub poszukiwać tam pracy.
W latach 30-tych samochody wyglądały już bardziej znajomo, choć jeszcze dziwnie;
... a taki, tylko pomarańczowy, to nawet stał przed naszym blokiem, w czasach gdy nasze dzieci były jeszcze małe;
W latach 60-tych Volvo walczyło na arenie sportowej, ale o trofeach nic nie napisali, więc chyba tylko na udziale w rajdach się skończyło;
Największe zainteresowani wzbudzały jednak te eksponaty, na które można było się wdrapać. To tu właśnie najmocniej odczuwam, że do muzeum przychodzą głównie rodzice z małymi dziećmi, wycieczki szkolne i konsultanci na delegacji.
Czy pomyślelibyście, że Volvo chciało kiedyś produkować małe samochody miejskie?
Ale z drugiej strony, ta firma zawsze szukała nowych rozwiązań; a to jedna z pierwszych ciężarówek z turbodoładowanym silnikiem diesla;
lub tak modny dzisiaj samochód z napędem elektrycznym;
Dla ciekawych, pokazano jak samochód jest zrobiony w środku:
Pokazano również specjalny model samochodu dla facetów jeżdżących z androgeniczną żoną, która zawsze wie lepiej jak należy jechać:
No i jeszcze dużo więcej. Reszta zabawek pojawi się za parę dni. Żeby was nie zanudzić za długim postem.
czwartek, 10 marca 2016
Jestem euroentuzjastą ale ...
Rozumiem, że dla reklamodawców najgorsze jest to, że ludzie najczęściej ignorują ich reklamy. Przechodzimy i nawet nie patrzymy na ten natłok natarczywych obrazów. Niemniej istnieje agencja reklamowa, która znalazła na to sposób.
Na mojej stałej trasie z Birmingham do Goteborga zwykle mam przesiadkę na lotnisku w Brukseli. Jest to dobry moment na skorzystanie z toalety i tu właśnie trafiłem na lekko szokujące rozwiązanie.
Jak zmusić człowieka do tego żeby dokładnie przyjrzał się reklamie? To proste! W końcu facet stojący przed pisuarem i tak ma przez kilkanaście sekund wzrok utkwiony w jednym punkcie, na ścianie przed sobą. Dlaczego te kilkanaście sekund ma się marnować na patrzenie na kafelki?
Jeszcze bardziej obscenicznym pomysłem jest umieszczanie podświetlanego panelu reklamowego na wewnętrznej stronie drzwi do kabiny ustępowej. W końcu na muszli klozetowej siedzi się nawet trochę dłużej. Trochę mnie peszyła ta elegancka pani, patrząca się mi prosto w, chwilami nawet lekko wytrzeszczone, oczy.
Ale i tak nie dopięli swego. Nawet nie wiem co reklamowała, bo robiła to albo po francusku albo nawet po walońsku. A niesmak pozostał. Teraz przynajmniej wiem dlaczego tak wielu ludzi nie lubi tych z Brukseli.
Na mojej stałej trasie z Birmingham do Goteborga zwykle mam przesiadkę na lotnisku w Brukseli. Jest to dobry moment na skorzystanie z toalety i tu właśnie trafiłem na lekko szokujące rozwiązanie.
Jak zmusić człowieka do tego żeby dokładnie przyjrzał się reklamie? To proste! W końcu facet stojący przed pisuarem i tak ma przez kilkanaście sekund wzrok utkwiony w jednym punkcie, na ścianie przed sobą. Dlaczego te kilkanaście sekund ma się marnować na patrzenie na kafelki?
Jeszcze bardziej obscenicznym pomysłem jest umieszczanie podświetlanego panelu reklamowego na wewnętrznej stronie drzwi do kabiny ustępowej. W końcu na muszli klozetowej siedzi się nawet trochę dłużej. Trochę mnie peszyła ta elegancka pani, patrząca się mi prosto w, chwilami nawet lekko wytrzeszczone, oczy.
Ale i tak nie dopięli swego. Nawet nie wiem co reklamowała, bo robiła to albo po francusku albo nawet po walońsku. A niesmak pozostał. Teraz przynajmniej wiem dlaczego tak wielu ludzi nie lubi tych z Brukseli.
piątek, 4 marca 2016
Zabawa sylwestrowa
Oj, dużo się dzieje. W tym całym natłoku bierzących wydażeń trudno jest znaleźć czas na jakieś wspominki. Czasami czuję się, jakbym był się Benvenuto-Nie-Usiądź-Ani-Na-Chwilę z bajki Gelsomino w kraju kłamczuchów. Na szczęście jednak czasem mi się udaje zatrzymać. Przecież sylwesterowe spotkanie naszej paczki nie może tak przejść nieopisane.
Jak zwykle przebieraliśmy się. Tym razem tematem zabawy były "Bajki". Nie mozna przecież siedzieć cały czas przy stole. A zatem była z nami wilczyca z bajki o Czerwonym Kapturku oraz Pipi Pończoszanka;
była Pszczółka Maja oraz Tola, ale bez Bolka i Lolka;
oraz Cruella ale tylko z jednym Dalmatyńczykiem;
Pozostali uczestnicy imprezki to Duszek Kacperek i Włóczykij z Doliny Muminków;
Gajowy, który miał uratować Czerwonego Kapturka i Żółw Ninja;
Młodym jakoś się chyba albo nie chciało, albo mieli co innego na głowie. My jednak nie rdzewiejemy i ciągle szukamy urozmaicenia i nowych przygód. Mam nadzieję, że twoja zabawa sylwestrowa też była udana.
Jak zwykle przebieraliśmy się. Tym razem tematem zabawy były "Bajki". Nie mozna przecież siedzieć cały czas przy stole. A zatem była z nami wilczyca z bajki o Czerwonym Kapturku oraz Pipi Pończoszanka;
była Pszczółka Maja oraz Tola, ale bez Bolka i Lolka;
oraz Cruella ale tylko z jednym Dalmatyńczykiem;
Pozostali uczestnicy imprezki to Duszek Kacperek i Włóczykij z Doliny Muminków;
Gajowy, który miał uratować Czerwonego Kapturka i Żółw Ninja;
Młodym jakoś się chyba albo nie chciało, albo mieli co innego na głowie. My jednak nie rdzewiejemy i ciągle szukamy urozmaicenia i nowych przygód. Mam nadzieję, że twoja zabawa sylwestrowa też była udana.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













