Biskupia Kopa nie jest specjalnie wybitnym szczytem, a od strony południowej podejście jest szczególnie łatwe. Ponieważ było to dla mnie pierwsze zimowe wejście w tym roku, wybrałem wariant uproszczony. W sam raz dla rodzin z dziećmi i seniorów.
Na szczyt doszedłem w niecałą godzinę. Po drodze mijałem dwa punkty widokowe, z których niewiele było widać, skrzyżowanie szlaków i dwa krzyże pojednania katolicko protestanckiego. Na szczycie jest wieża widokowa, ale jest ona otwarta jedynie wtedy, gdy jest dużo zwiedzających. Moja nadzieja na nadawanie z podwyższenia okazała się płonna. Ale na szczęście jest tam wiata turystyczna z prawdziwego zdarzenia. Tak więc tym razem obeszło się bez siedzenia na śniegu. Miałem prawdziwy radio shack.
Część radiowa wycieczki udała się znakomicie. Nawiązałem 22 łączności i zdobyłem kolejne 6 punktów SOTA. Tym razem większość korespondentów była z okręgu szóstego, czemu wędrując po Sudetach nie należy się dziwić.
Za to podczas powrotu do samochodu słońce nieco przestało się na mnie boczyć i wyjrzało na 15 minut przez dziurkę od klucza w chmurach. Było tego tyle co kot napłakał, ale jednak zobaczyłem zimowy las w jego lepszej odsłonie.
Z turystycznego punktu widzenia ta wycieczka nie była wielkim wyczynem, ale zawsze jakieś to rozpoczęcie sezonu 2026.









