Na koniec roku wybrałem sobie coś małego i łatwego. Ot tak, by otrząsnąć się ze świątecznego zasiedzenia. Postanowiłem wejść na Ostry Vrch z polany Budzin.
Bacówka z Polany Budzin nie przypomina swoim kształtem schroniska turystycznego, ale za to jej widok dobrze ilustruję panującą tego dnia pogodę. Zdawała się być zawieszona gdzieś w nicości. Według prognozy pogody miało być słonecznie i liczyłem na widoki. A tu mleko. No cóż, trzeba było iść w taką pogodę jaka mnie tu przywitała.
Na gałęziach wisiały igły zlodowaciałego szronu. Widać wiało głównie od południa i mgła tak się stopniowo krystalizowała. Niestety bez słońca nawet te lodowe igły nie wyglądały specjalnie atrakcyjnie.
Na szczycie przeprowadziłem 18 łączności. Tak więc z radiowego punktu widzenia wycieczka udała się znakomicie. Udało mi się zrealizować założony cel i w tum roku zdobyłem 114 punktów. Wystarczająco dużo na brązową odznakę aktywatora.
A potem powrót po stromiźnie w dół i ponownie do góry na szlak. Raczki tym razem uratowały mi skórę. Nawet po takich niepozornych szlakach beskidzkich raczki i kijki w zimie wydają się być nieocenione.
A na koniec pogoda sprawiła mi ładnego psikusa. Jak już dochodziłem do parkingu, mgła się zaczęła rozwiewać i światło zmieniło wszystko. Ukazał mi się po prostu inny świat.
Nie mogło tak być od razu? Było już dobrze po południu i byłem zbyt zmęczony żeby wrócić na szczyt po oczekiwane widoki, ale cóż. Nawet kontenerowa bacówka wróciła do realnego krajobrazu. Pozostało mi tylko postać tu chwilę dłużej, porozglądać się i nacieszyć tym co Beskidy postanowiły mi dać.
eof









