sobota, 14 maja 2022

Trollhattan

 Sobota:

Jedną z atrakcji Trollhattan jest muzeum samochodów Saab. 


Dawna fabryka jako centrum firm innowacyjnych, restauracji i rozrywki.


Pierwsze Saaby, produkowane od wczesnych lat 50-tych były trochę jak nasze Syrenki. Dwusuwowe, dwucylindrowe i jakieś 35 KM. Firma szukała produktu po wojnie, co by tu jeszcze produkować poza samolotami wojskowymi.


Może dwa silniki trzy cylindrowe będą jak jeden sześciocylindrowy?



Prób było wiele, i ostatnie modele były naprawdę super. Ale się nie sprzedawały wystarczająco dobrze.


Kolejną atrakcją jest Gota alv, rzeka płynąca w kanionie i napędzająca elektrownie. A w koło jest rezerwat przyrody. Ani łososie ani barki nie przepłyną przez elektrownie, więc jeszcze na przełomie 19 i 20 wieku zbudowano to wielkie śluzy.

Rozmiar tej rzeki obrazuje most.    

Vanesborg, to sąsiednie miasto, które leży nad ujściem Gota alv z jeziora Vanern. Wielkiego jeziora. Małe miasteczko, z jednopiętrowymi domami wyglądało bardzo wakacyjnie i letniskowo. Mnie jednak zauroczyło samo jezioro.





EOF

Uddevalla Strandpromenaden

 Spotkało mnie coś, jakby powrót do młodości. Nawet jeśli ta "młodość" jest bardzo względna, to zawsze jest przyjemnie zanurzyć się w dawnych czasach. Tym razem wylądowałem na dwa tygodnie w Uddevalla. 

Jedną z nielicznych atrakcji tego miasteczka jest trasa spacerowa wzdłuż rzeki i fiordu. Przemaszerowałem ją dwa razy i nie znudziła mi się jeszcze. A marsz na 15 kilometrów to dobre podsumowanie dnia spędzonego w biurze.


Tam gdzie brakowało miejsca na ścieżkę, pomagały pomosty. 


Nad klifem fiordu jest podświetlany koń, ale o tej porze roku słońce zachodzi tu po 10, wiec podświetlania nie zobaczyłem.


Kąpielisko, jeśli ktoś lubi zimna wodę.


Niby mieszkanie w blokach jest przeciętnym standardem, ale w takim miejscu ...


Port w Uddevalla. Widać, że pogoda mnie nie rozpieszczała.

poniedziałek, 11 maja 2020

Kłodnica 1

W Łabędach Kłodnica wpada do jeziora Rzeczyce i w ten sposób zasila kanał Gliwicki. Po minięciu jeziora Pławniowice i przepłynięciu pod autostradą A4 oddziela się od kanału i płynie dalej znowu jako rzeka. Miejsce to nie jest jakoś szczególnie urokliwe, ale jest blisko aglomeracji i wędkarzom najwyraźniej pasuje.



Powtórne narodziny rzeki odbywają się na przepuście i w maleńkiej, lokalnej elektrowni.



W tym miejscu też dawny Kanał Kłodnicki wychodził z obecnego śladu Kanału Gliwickiego, i przez większość drogi do Odry, wszystkie trzy trasy biegną mniej lub bardziej równolegle. Niestety na tym odcinku dawny Kanał Kłodnicki jest tylko suchym rowem, zarośniętym krzakami i starymi drzewami. Jedyne co można w tym miejscu zobaczyć, to pola założone na miejscu dawnych polderów.



Dalszy bieg Kłodnicy śledziliśmy już za Rudzińcem. W tym miejscu nie przypomina już tego co widać w Gliwicach. Jest to dzika rzeka, w której widać dzikie ptactwo, a skoro są tam też kormorany, to muszą być i ryby.




W trzecim etapie naszej niedzielnej wycieczki odbiliśmy od szosy gdzieś przy pierwszych zabudowaniach Blachowni. Naszą intencją było tu odszukanie kolejnych śladów po Kanale Kłodnickim. Według mapy powinno się tu zachować coś więcej niż suchy jak pieprz rów. I faktycznie, zbyt dużo wody tu jeszcze nie było widać, ale ślady były znacznie bardziej wyraźne.



Naprawdę spotkaliśmy się z dziką przyrodą. Słyszeliśmy donośny śpiew ptaków, głośne kumkanie żab, tropy racic w brodzie, widzieliśmy uciekającą sarnę. No i z powodu wiosny, nie było tu jeszcze komarów. I to wszystko zaledwie parę kilometrów od Kędzierzyna.


Szukaliśmy Kanału Kłodnickiego, ale w pewnym momencie jakiś szum odciągnął Darka od naszego głównego zadania, i w ten sposób odkryliśmy, że Kłodnica jest tuż obok. Wyraźnie niżej, ale zaledwie 200 metrów w bok.





Kolejnym przystankiem nad kanałem była Śluza Numer 6. Niestety jako społeczeństwo nie potrafimy uszanować naszego dziedzictwa. Pozostałości śluzy były tak zarzucone śmieciami i zdewastowane, że nie zdecydowałem się na zrobienie żadnego zdjęcia. Zamiast tego siedliśmy nad rzeką i zjedli posiłek.



Za Blachownią Kłodnica stała się głębsza, węższa i spokojniejsza. Płynęła sobie przez wieś a potem zniknęła pod Kanałem Gliwickim.



Tak pod kanałem. Nie połączyła się, lecz zanurkowała w syfonie pojawiła się po drugiej stronie.



W tym momencie musieliśmy wybrać, czy podążać za rzeką Kłodnicą, czy za Kanałem Kłodnickim. Wybraliśmy kanał i poszukiwania najlepiej zachowanej śluzy. Dla ułatwienia, śluza ta znajduje się w miejscowości Kłodnica.




Nie za wiele zostało z tej inwestycji. Ciekawe, czy uda się kiedyś zmienić nasze podejście do zabytków techniki i odrestaurować ich najlepiej zachowane fragmenty.

Dalsze tropienie rzeki Kłodnicy i pozostałości Kanału Kłodnickiego będzie kontynuowane w kolejnych wyprawach.

poniedziałek, 16 marca 2020

Epidemia

Epidemia koronawirusa jest tragedią dla wszystkich dotkniętych nią ludzi i dla gospodarki. Nawet ci nie zarażeni odczują jej negatywny wpływ na nasze życie. I to potrwa. Dlatego warto oprócz dbania o swoje zdrowie fizyczne, zadbać również o wspólne zdrowie emocjonalne.

Krokusy

Miałem właśnie wyjechać na tygodniową delegację do Szwecji, ale na moje szczęście, w ostatniej chwili, w piątek wieczorem ją odwołali.

Krokusy

Krokusy

Siedzę więc sobie w domu, pracuję zdalnie i tylko żal mi kasjerek w Lidlu i pielęgniarek w szpitalach.

Krokusy

Krokusy

Ich pracy nie da się wykonywać zdalnie. Więc po mimo wieku mam się jednak dobrze. Mogę pracować z domu a wychodzić tylko po to by spacerować po parku albo po lesie.