Tym razem chodzi o Smrk w górach Rychlebskich. Wiele różnych szczytów nosi tą oryginalną nazwę. Począwszy od Gór Izerskich, Góry Rychlebskie, Beskid Śląsko Morawski i kończąc na Bieszczadach. Z tym, że w słowackiej wersji to Smerek. Tym razem chodzi jednak o Smrek o numerze referencyjnym SOTA OK/OL-011.
Wycieczkę zacząłem z Petrikowa. Parking jest duży i poza sezonem darmowy. Cały czas idzie się drogą, która wiedzie tak, że nie sposób zabłądzić. I całe szczęście, bo w tej okolicy brak jest zasięgu GSM, więc ktoś kto polega na mapach w telefonie powinien się przed wyruszeniem w drogę nauczyć się ich na pamięć.
Droga wiedzie dnem głębokiego wąwozu, gdzie światła nie za wiele. Sam potok nazywa się Ćerny Potok, więc brak słońca jest udokumentowany. Gdzie nie gdzie były plamy słońca, więc starałem się napatrzeć na zimę w górach, ale nie było tego po drodze zbyt wiele.
Sam szczyt jest raczej płaski i trudno znaleźć jego kulminację. Chodziłem tam i z powrotem i w końcu musiałem zadowolić się początkiem szczytu.
Na szczycie, a raczej w rejonie szczytu, tuż przy ścieżce którą wędrowali rodziny narciarzy na biegówkach, rozbiłem obóz i starałem się nawiązać łączności. Zdumiewające jest jak bardzo narciarstwo biegowe jest popularne w Czechach. Wędrowały rodziny z dziećmi, grupy znajomych, w sumie dziesięć razy więcej ludzi na biegówkach niż idących na piechotę.
Niestety z łącznością było tu słabo. Telefon prawie wcale, a radio dało ledwo sześć łączności. Prawie minimum tego co trzeba do zaliczenia aktywacji szczytu. Może to taka pora, że wszyscy pojechali na ferie z dziećmi i nie ma nikogo przy radiu?
Po drodze spotkałem kolegę SP9XG, który potwierdził, że na VHF nie zdobył nic więcej niż ja. Jego ratowało pasmo 40 metrów. Jest to pewna nauczka dla mnie na przyszłość.
Po zwinięciu sprzętu radiowego zostało mi się porozglądać. Na zachodzie widać było Śnieżnik i chyba Czarną Górę. Wkoło trochę śniegu i słońca, zwłaszcza na górze, i w drogę z powrotem do samochodu.
Co prawda na samych Smrku nie ma za wiele do oglądania ale jednak warto w te góry przyjeżdżać. Dwie i pół godziny w aucie, w jedną stronę, to trochę duży narzut czasowy. Tak więc kolejne wycieczki powinny być chyba z noclegiem.
eof