Tym razem wybrałem się na wycieczkę na czeski szczyt Konićek (OK/OL-022). To niezbyt wymagająca trasa, ale czeskie stowarzyszenie SOTA jest chojne i przyznaje za aktywację tej góry całe sześć punktów. Dodatkowo są trzy punkty za wejście zimowe. I choć jest środek zimy, a ja bałem się trochę tych zimowych warunków, pojechałem a wyjazd okazał się bardzo udany.
Już na parkingu przywitał mnie nierealny widok. Takiej zimy nie widziałem na żywo od ... sam nie wiem kiedy. Pogoda była idealna; do wczoraj wiał mocny wiatr z południowego wschodu, musiała być mgła, która tworzyła szadź i niewielkie opady śniegu. Tak jakby specjalnie na mój przyjazd przyroda przygotowała taką dekoracje, a w momencie rozpoczęcia spektaklu, było już bezwietrznie i idealnie cicho.
Z parkingu na końcu publicznej drogi szedłem jeszcze z półtora kilometra ulicą pomiędzy domami. Nie wiem czy pod śniegiem był asfalt, ale i tak jak na górska wycieczkę szło się luksusowo. Drzewa pokryte grubą warstwą szadzi tworzyły nierealny widok.
Później nie było wcale trudniej. Trochę podejść, ale to w górach jest oczywiste. Prawie do samego szczytu szedłem jednak leśną drogą przez nierealny krajobraz.
Krótko przed szczytem trzeba było zejść z drogi na mało widoczną w śniegu ścieżkę i trochę przez krzaki podejść na sam szczyt. Tu przydało się ciągle sprawdzanie mojego położenia na mapie w telefonie. Bez tego ciężko by było utrzymać się na trasie.
Sam szcyt Konićek jest raczej płaski i porośnięty gęstym lasem, więc na widoki nie ma co tam liczyć.
Wróciłem więc nieco w dół, na skraj poręby, tam rozstawiłem antenę i nawiązałem osiem łączności. Zwykle jest ich kilkanaście, więc radiowo byłem nieco rozczarowany, ale turystycznie pozostałem w pełnym zachwycie. Nie wiem czy i kiedy uda mi się jeszcze raz trafić na taka pogodę.
eof